Zwycięstwo łaski!

Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki w sercach ludzkich wspominających moc Boga. Jdt 13, 19

Pragnę oddać dzisiaj Bogu chwałę za niezwykłe doświadczenie Jego łaski w ciągu dwóch ostatnich dni, w których miałem radość obserwować wiarę ministrantów na Mistrzostwach Polski Liturgicznej Służby Ołtarza…
Nie chcę pisać o ludziach, ale o Bożej łasce i wstawiennictwu św. Brata Alberta, które dały wicemistrzostwo Polski ministrantom, których miałem zaszczyt prowadzić… Co było niezwykłego w tym wydarzeniu?…
Otóż Pan Bóg pisał przeciekawy scenariusz…
Nikt nas na te mistrzostwa nie zapraszał… Po ludzku nie zasłużyliśmy, by tam być… Nie byliśmy nawet w pierwszej trójce Mistrzostw naszej diecezji, w których odpadliśmy w niezwykłych okolicznościach… Patrząc na tę porażkę swoich podopiecznych – szukałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało… Bóg dał mi światło, że jeżeli dobrze przepracują tę ,,porażkę”, to osiągną coś więcej niż Mistrzostwo Diecezji… Zrobiliśmy wielki zespołowy rachunek sumienia… Jednym z kluczowych postanowień było granie dla Chrystusa w łasce uświęcającej… Bo nie można grać dla Boga i mieć nogi spętane grzechem… Takich wniosków było więcej… Po spotkaniu kapitan drużyny poprosił mnie o zadzwonienie do organizatorów MP LSO i poproszenie o dziką kartę dla naszej drużyny… Odmówiłem – dodając, że Bóg nie dał im nawet 3 miejsca w Diecezji… Uważałem, że taka jest wola Boża… Kapitan natomiast odpowiedział – a może wola Boża jest taka, żeby pojechać… Następnego dnia Bóg dał kolejny znak, żeby zadzwonić… Odezwał się do mnie jeden z kapłanów, który sam z siebie napisał, że szkoda mu moich chłopaków, ponieważ bardzo dobrze grali, a tak niewiele zabrakło do półfinału… Po czym postanowiłem zaryzykować i zadzwoniłem… Trochę z litości dostaliśmy ostatnie 44 miejsce startowe na MP… Zawierzyliśmy nasz wyjazd Chrystusowi, Matce Bożej i… patronowi parafii św. Bratu Albertowi… Obowiązkiem było granie w łasce uświęcającej… Już w przeddzień rozgrywek (w nocy) Pan dał sen kapitanowi, w którym ukazał naszą drużynę, jako zwycięską… Przed pierwszą mszą chłopaki sami zadbali o to, żeby jeden z kolegów poszedł do spowiedzi (w trosce o Jego dobro duchowe i całej drużyny)… JEDNOŚĆ BYŁA OD POCZĄTKU! Po czym Pan dawał nam niezwykłego ducha modlitwy przed i po każdym meczu… Czuliśmy, że Bóg w nas gra i przenika całe ciała… Nasz bramkarz (najlepszy w całych MP) wyczyniał cuda… W 6 meczach puścił 2 bramki!… Ludzie przecierali oczy (ja też). Przyszedł bolesny moment. W walce o ćwierćfinał nasz kapitan doznał paskudnej kontuzji złamania w miednicy… Bez tak mocnego punktu drużyna nie upadła na duchu… Dalej modliła się i grała w łasce z Chrystusem… Doszła do samego finału, który był już kresem wytrzymałości dla organizmów… Bramkarz dalej bronił cudownie… Obrona Częstochowy nie kapitulowała… Grając w osłabieniu (po wykluczeniu jednego zawodnika) o dziwo strzeliliśmy bramkę na 1-0. Po czym Pan dał stuprocentową okazję na 2-0, ale nie udało się jej skończyć w siatce… Zostało trzy i pół minuty do końca meczu… Zabrakło sił… Wygrali obrońcy tytułu z Opatowa… Ale radość z wicemistrzostwa Polski jest wspaniała… Tym bardziej, że to prawdziwe ZWYCIĘSTWO ŁASKI! Wierzę, że to wydarzenie zapadnie w tych młodych serca na całe życie… Z Bogiem i Jego łaską można wszystko!
Chwała Panu!

22

Jedna odpowiedź do “Zwycięstwo łaski!”

Dodaj komentarz