W imię Prawdy! C. D. 231

27 marca 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii godzin:

,,Pełnię miłości, którą winniśmy się, bracia najdrożsi, wzajemnie kochać, określił sam Pan mówiąc: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Wniosek, jaki z tego wyciąga św. Jan Ewangelista w swoim Liście, jest następujący: „Jak Chrystus oddał za nas życie swoje, tak i my winniśmy oddać życie za braci”, miłując się wzajemnie tak, jak On nas umiłował i oddał za nas swoje życie.
A oto co na ten temat czytamy w Księdze Przysłów Salomona: „Gdy z możnym do stołu usiądziesz, pilnie uważaj, co położono przed tobą, a wyciągając swoją rękę wiedz, że i ty musisz to samo przygotować”. Cóż jest stołem możnego, jeśli nie ten stół, skąd bierzemy Ciało i Krew Chrystusa, który oddał za nas swoje życie? A co znaczy zasiadać przy tym stole, jeśli nie przystępować doń z pokorą? Co oznacza uważać pilnie na potrawy, które kładą przed tobą, jeśli nie to, żeby godnie myśleć o tak wielkiej łasce? I cóż wreszcie znaczy wyciągać rękę i wiedzieć, że masz przygotować takie same potrawy, jeśli nie to, o czym już mówiłem, a mianowicie że Chrystus oddał za nas swoje życie, a więc że i my winniśmy oddać nasze życie za braci? Mówi bowiem św. Piotr Apostoł: „Chrystus cierpiał za nas, zostawiając nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady”. To oznacza przygotować takie same potrawy. Uczynili tak męczennicy płonąc gorącą miłością. Jeśli nie czcimy na próżno ich pamięci, to przystępując do stołu Pańskiego i biorąc udział w uczcie, którą i oni się sycili, trzeba, żebyśmy za ich przykładem przygotowali również, co należy.
Dlatego nie wspominamy ich przy stole Pańskim tak jak tych, którzy spoczywają w pokoju. Za nich bowiem my się modlimy, podczas gdy tamci modlą się za nas, abyśmy szli w ich ślady. Oni wypełnili nakaz miłości, od której, według słów Pana, nie ma nic większego. Dali swoim braciom to, co sami wzięli ze stołu Pańskiego.
Nie należy jednak myśleć, że możemy stać się równi Chrystusowi wówczas, gdy dawane o Nim świadectwo doprowadzimy aż do przelania krwi. On bowiem miał moc oddać swoje życie i miał moc odzyskać je z powrotem. My zaś ani nie żyjemy tyle, ile byśmy chcieli, a umieramy, choćbyśmy jeszcze nie chcieli. On umierając zniszczył w sobie śmierć, my zaś przez Jego śmierć uwalniamy się od naszej śmierci. Jego ciało nie uległo zepsuciu, nasze zaś doznawszy rozkładu, przy końcu świata oblecze się w nieśmiertelność dzięki Niemu. On nie potrzebował naszej pomocy, żeby nas zbawić; my zaś bez Niego nic uczynić nie możemy. On stał się szczepem winnym dla nas latorośli, bo my poza Nim nie możemy mieć życia.
W końcu jeśli nawet bracia umierają za braci, to ich krew męczeńska nie może być w żaden sposób wylana na odpuszczenie grzechów tych braci, tak jak Chrystus uczynił to za nas. A użyczył nam tej łaski nie po to, żebyśmy Go naśladowali, lecz byśmy się nią radowali. Męczennicy zaś, którzy wylali swoją krew za braci, ofiarowali im to samo, co wzięli ze stołu Pańskiego. Miłujmy się więc wzajemnie, tak jak i Chrystus nas umiłował i wydał samego siebie za nas”. – św. Augustyn

W tym dniu przeczytałem ciekawe treści autorstwa jednego z kapłanów w książce pt. ,,Ksiądz, historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”.

,,Wyskoczyło z niego trzech funkcjonariuszy – jednego poznałem – jednego poznałem, to był Pan Leszek Adach. Nie pozwolił mi wejść do domu: ,,Ksiądz jedzie z nami”. Przedstawili mi jakiś nakaz internowania czy coś w tym rodzaju, nie pamiętam już treści. Wsadzili mnie do tego ,,malucha” i pojechaliśmy do Pałacu Mostowskich. Tam mnie trzymano dwie czy trzy godziny, po czym funkcjonariusz kierujący ekipą próbował ze mną rozmawiać. Spytałem: ,,Czy to jest przesłuchanie?”. ,,Nie, nie. To nie jest przesłuchanie. To jest luźna rozmowa”. Ale ja nie chciałem z nim rozmawiać. Przewieźli mnie więc tym samym samochodem do budynku Komendy Milicji przy ulicy Cyryla i Metodego. Usłyszałem: ,,Machina jest puszczona w ruch. Nikt i nic jej nie zatrzyma. W swoim czasie ksiądz się dowie”. Zdążyłem się już zorientować, że dzieje się coś większego, bo był bardzo duży ruch. W drzwiach stało kilku funkcjonariuszy, wprowadzono kolejnych zatrzymanych. Zaprowadzono mnie do jakiegoś pomieszczenia, w którym kręcili się zarówno milicjanci mundurowi, jak i funkcjonariusze po cywilnemu, m. in. ten, który mnie zatrzymał – Leszek Adach. Przeszukano mnie. Odebrano rzeczy, które miałem w torbie potrzebne do odprawienia Mszy Świętej. Ponieważ czułem, że to się wszystko przedłuży, w pewnym momencie zapytałem: ,,Mam tu wszystko do odprawienia Mszy, więc może bym ją odprawił w jakimś osobnym pomieszczeniu, bo już niedziela się rozpoczęła?”. Usłyszałem: ,,O nie, nie. To wykluczone”. Miałem na sobie sutannę, dość postrzępioną, i te wszystkie strzępy popodpinałem agrafkami, których było chyba z dziesięć. Esbecy wszystkie te agrafki wypięli, w związku z czym wyglądałem dosyć żałośnie. No, ale czekałem cierpliwie, co będzie dalej. W końcu wraca Leszek Adach i mówi: ,,Ksiądz będzie wolny, jeżeli ksiądz podpisze oświadczenie”. I podsuwa mi lojalkę. Lojalki miały różną treść i akurat treści tej konkretnej dokładnie nie pamiętam. W każdym razie chodziło o zobowiązanie, że będę posłuszny porządkowi prawnemu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Powiedziałem, że jest to dosyć istotna deklaracja, w związku z czym muszę najpierw skonsultować się z księdzem prymasem i zapytać, co on o tym myśli, czy wolno mi coś takiego podpisać. Później dowiedziałem się, że wiele osób dla świętego spokoju podpisało te lojalki, uważając, że i tak nie ma to żadnego znaczenia, bowiem odbywa się to pod przymusem i jest przedstawiane jako warunek uwolnienia. Mnie także Leszek Adach przedstawił to jako warunek uwolnienia, jednak miałem żelazną zasadę: niczego nie podpisywać, nie wdawać się z tymi ludźmi w żadne układy – i tej zasady się trzymałem. Na takie dictum pana Adacha odparłem więc krótko: ,,Skoro nie pozwolicie mi skontaktować się z księdzem prymasem ani odłożyć tej decyzji do czasu rozmowy z nim, to muszę się porozumieć z Duchem Świętym, nie ma rady. Koniecznie muszę mieć pozwolenie od Ducha Świętego. Ile mam czasu?” . ,,Dziesięć minut”, odpowiedział Adach. ,,Wystarczy, ale do tego jeszcze potrzebny jest mi różaniec, który mi zabraliście. Proszę mi go zwrócić”. ,,A, jak księdzu potrzebny, to…” – i tu wyciągnął z torby różaniec, który potem mi podał. Przez te dziesięć minut zdążyłem odmówić trzecią chwalebną tajemnicę różańca. Zesłanie Ducha Świętego. Dodałem jeszcze czwartą. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. W tym czasie, co mnie zdumiało, oni czekali w absolutnym milczeniu na wynik mojej konsultacji z Duchem Świętym. Pomyślałem sobie: ,,Człowieku, tyś przed chwilą mówił, że ta machina jest puszczona w ruch i nikt, i nic jej nie zatrzyma, a modlitwa różańcowa ją jednak zatrzymała – modlitwa!” Więc czekają, czekają, a na korytarzu duży ruch, bo tam coraz więcej zatrzymanych. W końcu mówię im: ,,Duch Święty nie pozwala mi podpisać, więc tego nie zrobię”. Na co jeden z esbeków odpowiada: ,,To my księdza nie zwolnimy”. ,,To trudno”, mówię. ,,No to zobaczy ksiądz, jak jest w więzieniu na Białołęce”. ,,No to zobaczę”. (…)

*

,,Na początku 1984 roku Służba Bezpieczeństwa nasiliła represje, które także mnie dotknęły. W marcu 1984 roku odbyło się przeszukanie, jakaś próba przesłuchania. Pamiętam też, że w tym czasie były powtarzające się włamania do mojego mieszkania, czyli typowe praktyki SB. Ale oczywiście ksiądz Jerzy był znacznie bardziej inwigilowany, udręczony i osaczony. Nieraz w sposób bardzo ostentacyjny. Nie mógł się nigdzie ruszyć, żeby zaraz jakaś obstawa esbecka się za nim nie pojawiła. On był nie tylko kapelanem ,,Solidarności”, ale w jakimś sensie jej symbolem. Ja, zdaniem jego późniejszego oprawcy Grzegorza Piotrowskiego, stanowiłem mniejsze zagrożenie. Wprawdzie ostro przemawiałem, ale nie miałem takiego poparcia społecznego. Gdyby najpierw zabito mnie, jak pierwotnie planowano, wzrosłaby czujność ochrony księdza Jerzego i dostęp do niego byłby bardzo trudny… Mimo, że Jerzy Popiełuszko wiedział, że ci ludzie chcą go skrzywdzić, a może nawet zabić, nie czuł do nich żadnej wrogości, to było dla niego bardzo charakterystyczne. Znane jest powiedzenie księdza Jerzego, że walczy ze złem, a nie – z ofiarami zła. Przez ,,ofiary zła” rozumiał nie tylko ludzi skrzywdzonych, ale także krzywdzicieli. To jest głębokie rozumienie sprawy zła. Jeżeli widzi się, że sprawcą zła są siły demoniczne i instytucja grzechu, to wtedy nawet bardziej ofiarą zła jest ten, kto zło czyni, niż ten, kto jest krzywdzony przez złoczyńcę…” (…)

*

,,Myślę o tym, że gdy podważany jest w Polsce szacunek dla życia i wspólnego dobra, gdy lekceważona jest solidarność, gdy zagrożona jest niepodległość i suwerenność Ojczyzny, trzeba na nowo w świetle Ducha Świętego z odwagą i męstwem złu powiedzieć ,,nie”, a dobru – ,,tak”. Trzeba tworzyć i utrzymywać wspólnoty, organizacje i instytucje, w których ludzie odpowiedzialni za Polskę, kochający Ojczyznę, służący Polakom i polskiej racji stanu mogliby działać jako znak sprzeciwu wobec zła w duchu słów świętego Pawła, które powtarzał błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko: ,,Nie daj się złu zwyciężyć, ale zło dobrem zwyciężaj”. Oto przesłanie dla nas, które nie straciło na aktualności. I nigdy nie straci”.

W imię Prawdy! C. D. 230

27 marca 2024 roku

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii słowa i liturgii godzin:

,,Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie poddajemy się zwątpieniu”. 2 Kor 4, 8

,,Głos mój się wznosi do Boga, gdy wołam,
głos mój wznoszę do Boga, aby mnie usłyszał.
W dniu mej niedoli szukam Pana,
w nocy niestrudzenie wyciągam rękę.
Dusza moja jest niepocieszona,
jęczę, kiedy wspomnę Boga,
słabnie mój duch, gdy rozmyślam.
Ty spędzasz sen z moich powiek,
z niepokoju mówić nie potrafię.
Rozpamiętuję dni, które dawno minęły,
i lata poprzednie wspominam.
Rozmyślam nocą w swym sercu,
rozważam, a duch mój docieka:
„Czy Bóg odrzuci na wieki
i już nie będzie łaskawy?
Czy Jego łaskawość ustała na zawsze
i słowo zamilkło na pokolenia?
Czy Bóg zapomniał o litości,
czy w gniewie powstrzymał swe miłosierdzie?”
I mówię: „Jakże to bolesne,
że odwróciła się ode mnie prawica Najwyższego”.
Wspominam dzieła Pana,
oto wspominam Twoje dawne cuda.
Rozmyślam o wszystkich Twych dziełach
i czyny Twoje wspominam.
Boże, Twoja droga jest święta,
który z bogów dorówna wielkością naszemu Bogu?
Ty jesteś Bogiem działającym cuda,
ludziom objawiłeś swą potęgę.
Ramieniem swoim Twój lud wybawiłeś,
synów Jakuba i Józefa.
Boże, ujrzały Cię wody,
ujrzały Cię wody i zadrżały,
wzburzyły się ich odmęty.
Chmury wylały wody,
zahuczały chmury
i Twoje strzały się posypały.
Głos Twego grzmotu jak łoskot wozu,
pioruny świat rozjaśniły,
ziemia poruszyła się i zatrzęsła.
Twoja droga wiodła przez wody,
Twoja ścieżka przez wodne obszary
i nie znać było Twych śladów.
Wiodłeś Twój lud jak trzodę
ręką Mojżesza i Aarona”. Ps 77

,,Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.
Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie!
Oto Pan Bóg mnie wspomaga. Któż mnie potępi?” Iz 50, 4-9a

,,Dla Ciebie znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa,
dla braci moich stałem się obcym
i cudzoziemcem dla synów mej matki.
Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera
i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie.
Hańba złamała me serce i sił mi zabrakło,
czekałem na współczucie, lecz nikt się nie zjawił,
i na pocieszycieli, lecz ich nie znalazłem.
Domieszali trucizny do mego pokarmu,
a gdy byłem spragniony, poili mnie octem.
Pieśnią chcę chwalić imię Boga
i wielbić Go z dziękczynieniem.
Patrzcie i cieszcie się, ubodzy,
niech ożyje serce szukających Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych i swoimi więźniami nie gardzi”. Ps 69

,,Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»
On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.
Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».
Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»
On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».
Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty»”. Mt 26, 14-25

W imię Prawdy! C. D. 229

26 marca 2024 roku

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii słowa:

,,Nie wydawaj mnie, Panie, na łaskę moich nieprzyjaciół, bo przeciw mnie powstali kłamliwi świadkowie i ci, którzy dyszą gwałtem”. Ps 27, 12

,,W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda». Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi.
Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?» Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: «Panie, któż to jest?»
Jezus odparł: «To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan.
Jezus zaś rzekł do niego: «Co masz uczynić, czyń prędzej!» Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.
Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.
Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie».
Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?»
Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz».
Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie».
Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz»”. J 13, 21-33. 36-38

W tym dniu ważne były dla mnie słowa z Księgi proroka Jeremiasza:

,,Onych dni rzekł Jeremiasz: ,,Panie, ukazałeś mi, i poznałem; wtedy pokazałeś mi sprawy ich. A ja byłem jako baranek cichy, którego niosą na rzeź, a nie wiedziałem, że umyślili przeciwko mnie rady, mówiąc: ,,Włóżmy drewno w chleb jego i wygładźmy go z ziemi żyjących, a imienia jego niech więcej nie wspomną!” Ale Ty, Panie zastępów, który sądzisz sprawiedliwie, a nerek i serca doświadczasz, niech ujrzę pomstę twoją nad nimi, bom Tobie objawił sprawę moją, Panie, Boże mój”. Jr 11, 18-20

W imię Prawdy! C. D. 228

25 marca 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu przeczytałem mocne słowa autorstwa pana Budzyńskiego w książce pt. ,,Oficer”:

,,Miejsce, w którym się ocknąłem było ciasne i podłużne, w sam raz na dorosłego mężczyznę, ale nie pozostawiające jakiejkolwiek swobody. Właściwie mogłem poruszać tylko głową i w bardzo ograniczonym stopniu rękami. Po jakimś czasie zorientowałem się, że najprawdopodobniej jest to trumna i dopiero wtedy wszystko zrozumiałem. I choć od tego wydarzenia minęło osiem lat, wciąż jeszcze mam problem, by opisać to, co wtedy czułem. Totalny atak paraliżującej paniki, przerażenie tak wielki, że nieporównywalne z niczym, czego dotąd doświadczyłem, bezdenna rozpacz i dziecięca wręcz bezradność połączona z absolutnym przekonaniem, że to ostatnie minuty życia i nie ma absolutnie żadnej nadziei na ratunek – wszystko to razem wzięte wprowadziło mnie w stan, w jakim nie znalazłem się nigdy wcześniej ani nigdy później. Byłem na poły w stanie nieważkości, na poły lewitacji, w stanie w którym człowiek z trudem odróżnia, co jest jawą, a co snem. Po pewnym czasie – choć to słowo nie jest tu do końca odpowiednie, bo są takie sytuacje, gdy całkowicie zatraca się poczucie czasu i to właśnie była jedna z takich sytuacji – wyrwałem się z letargu i powróciła mi świadomość, a wraz z nią panika.

Zacząłem krzyczeć, ile tylko miałem sił, choć przecież gdybym myślał logicznie, powinienem rozumieć, że ludzie – czy aby na pewno byli to ludzie? – którzy zaplanowali i zrealizowali coś takiego, z pewnością zadbali także o to, by nikt nie mógł mnie usłyszeć. W przeciwnym razie nie żałowaliby mi knebla – w tym akurat zakresie nie posądzałem ich o oszczędność. Tak więc krzyczałem tak długo, aż głos uwiązł mi w gardle i zaniemówiłem.

Ile to mogło trwać – pół godziny, godzinę? – nie mam zielonego pojęcia, bo czas, przynajmniej dla mnie, stanął w miejscu. A potem zobojętniałem na wszystko. Po panice, przerażeniu i desperacji przyszedł czas na zapadnięcie się w sobie. Ponownie znalazłem się na granicy jawy i snu, w innej jednak rzeczywistości niż wcześniej. Chyba traciłem przytomność, ale zachowywałem resztki świadomości. I naraz całe życie stanęło mi przed oczami, niczym widzowi, który ogląda kronikę wydarzeń. Widziałem obrazy z życia moich bliskich i ze swojego, widziałem ludzi, których skrzywdziłem, i którzy mnie skrzywdzili, widziałem swoje sukcesy i swoje porażki i czułem, że wszystko to zostało gdzieś zapisane, że każdy najdrobniejszy element mojego życia, każdy człowiek, a nawet wypowiedziane słowo, miało jakieś znaczenie, dla mnie lub dla innych ludzi i nic nie jest zapomniane. Czy tak wygląda śmierć? Nie wiem, ale od tamtej pory wiem, że śmierć to najważniejszy moment życia. I że tak naprawdę dopiero w takiej perspektywie człowiek odróżnia to, co ważne od tego, co nieistotne, to, co znaczące, od tego, co bez znaczenia, to, co jest dobre, od tego, co złe. Dopiero w takiej perspektywie pojawiają się pytania o prawdziwe wartości i ulegają weryfikacji stare kryteria postępowania. Przed śmiercią dochodzi do odarcia ze złudzeń, następuje proces odkłamania, który polega na tym, że odrzucone zostają falsyfikaty wartości i człowiek staje wobec siebie w prawdzie. Dokonuje się to nie bez trudu, w bólu i strachu, a ten ból i ten strach w moim przypadku był nieporównywalny z niczym, czego dotąd doświadczyłem.
Zapadłem się w sobie po raz kolejny i zrezygnowany czekałem już tylko na śmierć.
I wtedy, nagle coś usłyszałem. Jakby uderzenie. Wydawało mi się, że to omamy i że najpewniej się przesłyszałem. Ale po chwili znów usłyszałem odgłos uderzenia. A potem kolejny. Teraz już nie mogło mi się nic wydawać. Potem kilkanaście następujących po sobie kolejnych uderzeń – i cisza. Nasłuchiwałem bojąc się poruszyć i zastanawiając się, kto może stać na zewnątrz. Wiedziałem jednak, że kto by to jednak nie był, z pewnością nie przywita mnie kwiatami. Nie spieszyło mi się zbytnio, by to sprawdzać.
Nie wiem, ile tak trwałem, w absolutnej ciszy i bezruchu, ale dla mnie trwało to całą wieczność. Odczekałem jeszcze dłuższą chwilę, po czym ostrożnie, cicho jak kot poruszyłem się z największym wysiłkiem podważając wieko trumny. Szarpnąłem raz, potem drugi i – znalazłem się na zewnątrz. Uderzyła mnie fala zimnego powietrza, którym się zachłysnąłem. Byłem słaby jak dziecko i nie mogłem wstać na nogi – ale jednak z największym wysiłkiem, powoli wstałem. Spojrzałem w górę i zobaczyłem, że świta. A potem rozejrzałem się dookoła. Znalazłem się w dole, głębokim na dobre półtora metra, ukrytym w leśnym zagajniku.

Znajdowałem się w takim stanie, że opuszczenie tego grobu – bo tym w istocie był ów przybytek – zajęło mi kilkanaście minut. Nie wiedziałem, czym było odkopanie mnie i w ogóle cała ta sytuacja – makabrycznym ostrzeżeniem czy próbą morderstwa zakończoną gestem litości któregoś z dawnych kolegów? – ale tak naprawdę nie chciałem tego wiedzieć. Chciałem tylko jednego – oddalić się jak najszybciej i jak najdalej z miejsca, w którym pochowano mnie za życia. Nie pamiętam już, jak długo przedzierałem się przez chaszcze i nie pamiętam nawet dokładnie, jak dotarłem do domu, ale pamiętam, co wtedy czułem – że właśnie dostałem nowe życie i bez względu na to, co przyniesie los, nie zmarnuję go. Będę po prostu dobrym człowiekiem i nigdy już nie przejdę obojętnie obok ludzkiej krzywdy…”

W tym dniu przeczytałem ciekawe treści autorstwa jednego z kapłanów w książce pt. ,,Ksiądz, historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”.

,,Niech mnie pan dobrze posłucha. Wierzę, że jest pan na najważniejszej ścieżce ze wszystkich ludzkich dróg: to ścieżka prawdy. Niełatwo ją odnaleźć i już samo na niej przebywanie jest przywilejem – bo to droga, którą pokonujemy, zmienia człowieka, nie – osiągnięty cel. Ale jeszcze trudniej niż tę ścieżkę odnaleźć, jest na niej wytrwać. Bo jedno mogę panu obiecać na pewno: znajdzie pan na tej drodze wszystkie przeszkody, jakie tylko zdoła wymyślić piekło, od zdrady przyjaciół po fałszywe oskarżenia i poniżenie, aż po śmierć. A jednak mimo wszystko warto wytrwać na tej drodze, bo niewiele rzeczy na tym świecie jest ważnych tak, jak to. Będę się modlił, by się panu udało. I to właśnie chciałem powiedzieć. Bez względu na wszystko niech się pan trzyma prawdy, a wszystko inne stanie się proste”.

W tym dniu przeczytałem ciekawe treści autorstwa Wojciecha Sumlińskiego w książce pt. ,,Ksiądz, historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”.

,,Co takiego robił i mówił (…), że aż doprowadził księdza Popiełuszkę do takiej rozpaczy i skrajnego załamania? Sądząc, że ten ostatni jest karierowiczem, (…) nie szczędził mu reprymendy i cierpkich słów, począwszy od systematycznej krytyki homilii księdza, po groźby, że wyśle go na wieś bez prawa głoszenia kazań. To nie kto inny, jak właśnie (…) zadbał o to, by ksiądz Jerzy nie spotkał się z Janem Pawłem II podczas jego wizyty w Polsce w 1983 roku, na czym zależało i księdzu Jerzemu, i Ojcu Świętemu. To nie kto inny, jak (…) wydał zakaz siostrom loretankom z warszawskiego Rembertowa nie tylko uczestniczenia we Mszach Świętych za Ojczyznę odprawianych przez księdza Jerzego, ale także goszczenia u siebie kapelana ,,Solidarności” – obydwa te zakazy siostry loretanki ostentacyjnie łamały. (…) A to tylko przykłady, bo podobnie przykre sytuacje ze strony prymasa w odniesieniu do księdza Jerzego w tamtym czasie powtarzały się systematycznie i stanowiły jednolity ciąg zachowań.
Na tym polegała potworność tego systemu zła: zanim ,,figuranta” zabito, wcześniej skazywano go na utratę twarzy, banicję i samotność”.

W imię Prawdy! C. D. 227

25 marca 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii słowa i liturgii godzin:

,,Mamy, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę. Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.
Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, ale jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników.
Kto przekracza Prawo Mojżeszowe, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew Przymierza, przez którą został uświęcony, i obelżywie się zachował wobec Ducha łaski. Znamy przecież Tego, który powiedział: „Do Mnie należy pomsta i Ja odpłacę”. I znowu: „Sam Pan będzie sądził lud swój”. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień, już to będąc wystawieni publicznie na szyderstwa i prześladowania, już to stawszy się uczestnikami tych, którzy takie udręki znosili. Albowiem współcierpieliście z uwięzionymi, z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwającą.
Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej, która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Jeszcze bowiem za krótką, za bardzo krótką chwilę przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie spóźni się. A mój sprawiedliwy z wiary żyć będzie, jeśli się cofnie, nie upodoba sobie dusza moja w nim. My zaś nie należymy do odstępców, którzy idą na zatracenie, ale do wiernych, którzy zbawiają swą duszę”. Hbr 10, 19-39

,,Nakłoń swego ucha i wysłuchaj mnie, Panie,
bo biedny jestem i ubogi.
Strzeż mojej duszy, bo jestem pobożny,
zbaw sługę Twego, który ufa Tobie.
Ty jesteś moim Bogiem,
Panie, zmiłuj się nade mną,
bo nieustannie wołam do Ciebie.
Uraduj duszę swego sługi,
ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę.
Tyś bowiem, Panie, dobry i łaskawy,
pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają.
Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją
i zważ na głos mojej prośby.
W dniu utrapienia wołam do Ciebie,
ponieważ Ty mnie wysłuchasz.
Nie ma wśród bogów równego Tobie, Panie,
ani Twemu dziełu inne nie dorówna.
Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone
i Tobie, Panie, oddadzą pokłon,
będą sławiły Twe imię.
Bo Ty jesteś wielki i czynisz cuda,
tylko Ty jesteś Bogiem.
Naucz mnie, Panie, Twej drogi,
bym postępował według Twojej prawdy,
nakłoń me serce, by lękało się Twego imienia.
Będę Cię wielbił z całego serca, Panie mój i Boże,
i na wieki będę sławił Twoje imię.
Bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie,
a życie moje wyrwałeś z głębin Otchłani.
Boże, pyszni przeciw mnie powstali
i zgraja zuchwalców czyha na me życie,
a nie mają oni względu na Ciebie.
Ale Tyś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia,
do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny.
Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną,
siły swej udziel słudze Twojemu,
ocal syna swojej służebnicy!
Daj mi znak dobroci,
aby ujrzeli ze wstydem ci, którzy mnie nienawidzą,
żeś Ty, Panie, mnie wspomógł i pocieszył”. Ps 96

,,Bóg nas przeznaczył do osiągnięcia zbawienia przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli”. 1 Tes 5, 9-10