ŁASKA KRZYŻA C. D. #15

9 listopada 2022r.

Prześladowca nr 2 zdawał się nabierać wiatru w żagle. Wg. Wszelkich śladów, to właśnie on założył strony niszczące moje dobre imię i tam umieścił między innymi mój wizerunek z czarnym paskiem na oczach jak kryminalistę. Dodał opis, w którym nazwał mnie między innymi fanatykiem i samozwańczym mistykiem. Pisał także, że dzielę ludzi i jestem wchłonięty przez spirytyzm i okultyzm.
Część informacji została usunięta ze stron, ale pozostała utrwalona i zabezpieczona.
Z tego dnia widnieje jeszcze wpis przestrzegający przed fałszywymi prorokami wprowadzającymi w błąd. Wpis polubił prześladowca nr 1, a udostępnił prześladowca nr 3.

10 listopada 2022r.

Za radą prawnika zgłosiłem prześladowcę nr 2 na policję.
Najprawdopodobniej prześladowca nr 2 na fb umieścił informację o ks. Danielu Galusie z dopiskiem, że to ten sam styl, co u mnie. Alarmował, aby ludzie nie dali się zwodzić. Skomentował też ten wpis zdjęciem z ks. Natankiem i podpisem: ,,czy tego potrzeba również w Radomiu?” Wpis polubił prześladowca nr 1.

11 listopada 2022r.

Najprawdopodobniej prześladowca nr 2 na fb umieścił aktualne informacje (podał źródło: ze swojej drugiej strony). Napisał m. in., że zawiesiłem działalność swojej grupy. Podał także, że wciąż zwodzę ludzi, przedstawiam siebie jako męczennika, dzielę ludzi. Wpis polubił prześladowca nr 1.
Pewien ksiądz pisał do mnie w smsach, czy mi pomieszało się coś w głowie. Napisał, że poszedłem w emocje i tak ludzi prowadzę, że jestem naiwny i muszę obudzić się. Wypomniał także, że nie chciałem rozmawiać z prześladowcą nr 1.

12 listopada 2022r.

Ten sam ksiądz napisał mi wiadomość, z której wynikało, że kontaktował się z nim prześladowca nr 2. Zapytał też, czy mam jakieś hamulce.

15 listopada 2022r.

Gdy szedłem na poranny dyżur do konfesjonału ok. godz. 8.30, to ktoś w kaplicy zaczepił mnie mówiąc, że jacyś panowie mnie szukali. Poszedłem do konfesjonału i zamknąłem od środka zamek. Po chwili zobaczyłem, że prześladowca nr 1 stoi pod konfesjonałem z innymi panami. Pierwszy wszedł do mnie prześladowca nr 3. Rozpoznałem go. Chciał rozmawiać. Sygnalizowałem mu trzy razy, że jest to miejsce spowiedzi. Nie chciał wyjść. Obwiniał mnie o wiele rzeczy. Groził mi, że zainwestuje każde pieniądze, żeby ze mną zrobić porządek. Mówił, że choćby miał koparką przyjechać i tą kaplice rozwalić, to tak zrobi. Mówił, że nie wie, kto pierwszy będzie potrącony przez samochód, czy ja, czy on. Po kilkunastu minutach zauważyłem, że prześladowca nr 1 chciał wejść do konfesjonału po mojej stronie, ale zobaczył, że jest zamknięte. Wszedł więc do prześladowcy nr 3 i we dwóch mnie atakowali.

Prześladowca nr 1 podżegał do wyciągnięcia mnie przez wyłamaną pleksę, którą wyłamał prześladowca nr 3 chcąc przepchnąć paszkwil na mnie (wydrukowany ze strony prześladowcy nr 2 lub przywieziony przez prześladowcę nr 2, który tego dnia był widziany w Radomiu). Ponadto prześladowca nr 3 przepychając paszkwil zrzucił krzyż, który był po mojej stronie przy pleksie. Usłyszałem wiele ciężkich rzeczy. Między innymi pomysł o wywiezieniu do lasu i chłopaki będą wiedzieć, co ze mną robić. Mówili mi także, że już nie długo nie będę księdzem. Dodatkowo jeszcze zajrzał prześladowca nr 4 – brat prześladowcy nr 3 i powiedział: ,,czy jechać po chłopaków?” Panowie straszyli także, że będą przyjeżdżać codziennie albo spotkają mnie na ulicy. Po wyjściu z konfesjonału rozdawali kartki z informacjami niszczącymi moje dobre imię. A wszystko działo się przed wystawionym Panem Jezusem. W sercu modliłem się i przepraszałem Boga za to, co się dzieje. Nawet poleciała mi łza z czego naśmiewał się prześladowca nr 1 i robił mi zdjęcie.

Po wszystkim wezwałem policję, która przyjechała i zrobiła notatkę. Potem zeznałem wszystko na komisariacie. Z monitoringu dowiedziałem się, że panowie umówili się na wspólny przyjazd i szukali mnie najpierw w kaplicy, potem od strony prywatnego wejścia (nawet prześladowca nr 1 i 3 ciągnęli za klamkę). I potem poszli ponownie do konfesjonału.

Na komisariacie ponowiłem prośbę o zakaz zbliżania się prześladowcy nr 1 i dodałem prześladowców nr 3 i 4.

Zadzwoniłem do pasterza. Oddzwonił ks. sekretarz. Poinformowałem o zdarzeniu. Dodałem, że prześladowca nr 1 był także 8 listopada dokładnie w czasie mojego wyjazdu do kurii i pokazywał mi zegarek. Informowałem, że może mieć skądś przecieki.

Tego dnia ktoś mi polecił, aby kartka z napisem: ,,zachowaj ciszę” była w ciągu dnia w widocznym miejscu w kaplicy. Tak też umieściłem tą kartkę. Po czym dostałem wiadomość, że ta karta jest na noc i takie były ustalenia fundacji. Kartka została zdjęta, a ja tylko westchnąłem na moje prawa kapelana kaplicy.
Sygnalizowałem też, żebym miał oddzielny dla siebie pilot alarmowy. Nie doczekałem się do dzisiaj.

Późnym wieczorem przyjechał jeden z kapłanów do sióstr. Podczas rozmów dało się słyszeć wielokrotnie głośny śmiech kapłana, który na pewno wiedział o zdarzeniu.

Ciąg dalszy nastąpi…

Zacznij od siebie

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata». Mt 7, 1-5

Czytaj dalej Zacznij od siebie

Czy chcesz wyzdrowieć?

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: «Czy chcesz wyzdrowieć?»

Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: «Dziś jest szabat, nie wolno ci dźwigać twoich noszy».

On im odpowiedział: «Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje nosze i chodź». Pytali go więc: «Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?» Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». Człowiek ów odszedł i oznajmił Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że czynił takie rzeczy w szabat. J 5, 1-16

Czytaj dalej Czy chcesz wyzdrowieć?

Godzina uzdrowienia

Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający.

Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie». Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko». Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. J 4, 43-54

Czytaj dalej Godzina uzdrowienia

Ojciec czeka

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”». Łk 15, 1-3. 11-32

Czytaj dalej Ojciec czeka