W imię Prawdy! C. D. 140

12 stycznia 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu ważne były dla mnie treści z żywotu św. Arkadyusza:

,,W Cezarei Maurytańskiej, jednem z większych miast tegoż kraju, sędzia postanowiony na gładzenie chrześcijan, przechodził innych okrucieństwem i zapamiętałą do nich nienawiścią. Tam mieszkał pewien chrześcijanin, imieniem Arkadyusz, a będąc jednym z najbogatszych i najznakomitszych obywateli Cezarei odznaczał się przy tem wielką pobożnością i miłosierdziem dla ubogich. W chwili gdy prześladowanie wszczęło się silniej, pomny na radę samego Pana Jezusa dozwalającego uchodzić z miejsc gdzie się jest narażonym na niebezpieczeństwo, jeżeli żaden obowiązek szczególny nie nakazuje komu pozostać, uszedł z miasta, jak to wielu innych czyniło. Nie śmiał tuszyć sobie aby miał dość męztwa do wytrwania w męczeństwie, i słusznie sądził, że w takim razie byłoby zuchwalstwem, jakby dobrowolnie wystawiać się na takowe, jeżeli godziwym sposobem mógł się go uchronić.

Lecz że Arkadyusz był jednym z najznakomitszych mieszkańców Cezarei, więc sędzia pogański w tem mieście zasiadający, nie mógł go pominąć i nie zapomniał o nim. Dnia pewnego posłał żołnierzy aby go przed nim stawiono. Ci przybywszy do jego mieszkania i nie znalazłszy Arkadyusza, dom cały splądrowali i aby nie wrócić z niczem do sędziego, ujęli i przyprowadzili krewnego Arkadyusza, którego tam zastali. Tyran rozgniewany, iż mu uchodzi z rąk najznakomitszy chrześcijanin Cezarei, którego najbardziej do wyparcia się wiary zmusić pragnął, kazał jego krewnego przed sobą stawionego uwięzić i póty trzymać w kajdanach , aż Arkadyusza odszukają, lub sam się pojawi. Skoro do świętego doszła wieść o tem, nie mogąc przenieść aby kto inny cierpiał z jego niejako przyczyny, czując w takim razie obowiązek narażenia się na męczeństwo, zaufał, iż mu Bóg potrzebnej do zniesienia takowego doda łaski, wyszedł przeto z ukrycia i sam stawił się przed Wielkorządcą cesarskim. ,,Panie – rzekł do niego – ponieważ z mojej to przyczyny zatrzymujesz w więzieniu mojego krewnego, więc oto sam stawię się przed tobą, prosząc abyś go uwolnił. Bo zresztą on nie mógłby cię oświecić w tem, co chcesz wiedzieć ode mnie, a na co ja gotów jestem dać ci odpowiedź”.

– ,,Przebaczam odrzekł sędzia, który zrazu chciał podstępną łagodnością ująć Arkadyusza – przebaczam i twojemu krewnemu i tobie samemu, chociaż zawiniłeś uchodząc, byleś oddał cześć bogom”. – ,,Oddać cześć bogom!” – zawołał z oburzeniem święty Męczennik – ty tego ode mnie domagasz się, bo nie wiesz czem jest chrześcijanin, który żyje tylko Chrystusem i w Chrystusie, a jeśli za niego umiera, śmierć jest dla niego najpożądańszym zyskiem. ,,Albowiem mnie żyć – jest Chrystus, a umrzeć – zysk”. Z tych słów i sposobu, jakim je Arkadyusz wymówił, przebiegły sędzia a w swoim niegodziwym zawodzie bardzo doświadczony, poznał, że w stawionym przed nim Wyznawcy objawia się męstwo, którą nie lada jakąś groźbą da się przełamać. Wydał więc rozkaz najokrutniejszy, na jaki tylko jego barbarzyństwo zdobyć się mogło: skazał go na męki najcięższe, jakie tylko mógł wymyśleć. ,,Niech więc umiera – zawołał – kiedy śmierci pragnie, lecz zadać mu śmierć powolną; a tak go męczyć żeby aż śmierci zapragnął, lecz jak najdłużej tę chwilę odwlekać. Niech będą jeszcze przy życiu patrzy na ciało swoje porąbane i posieczone jak na drzewo któremu poobcinano wszystkie gałęzie. Zobaczymy, jak go wtedy wspomoże Bóg jego”. Rozkazał przeto katom, aby mu najprzód potłukli stawy tak, aby wszystkie członki ciała jego poodstawały jedne od drugich.

Oprawcy stosując się do tego wyroku, a nie wiedząc dokładnie jak go spełnić, zaczynają od tego iż mu odcinają jeden kawałek po drugim od palców u rąk, odrzynając staw po stawie, i za każdą razą zatrzymują się nieco, aby męczennik dłużej cierpiał. Po ucięciu palców odcinają mu znowu jednę rękę po kostkę, potem po łokieć, a następnie przy samym ramieniu; po chwili toż samo robią z drugą i znowu czekają . Następnie każą mu kłaść się na grzbiecie, co święty spokojnie i pokornie wykonywał i znowu podobneż męczeństwa zadają mu w nogach, poczynając od palców, staw po stawie odcinanych, a przechodząc od kostki, potem do kolan i nareszcie odrywając nogi przy samych kulszach. Z Arkadyusza pozostał tylko tułów krwią zbroczony, lecz żył on jeszcze, i przez cały czas męki nie wydał ani jęku, ani najmniejszej oznaki niecierpliwości nie okazał. Tylko od chwili do chwili odzywał się coraz słabszym głosem, chwaląc Boga i zachęcając obecnych do wytrwałości w wierze. ,,Widzicie więc bracia kochani, – mówił do nich – że bogowie, którym każą nam cześć oddawać, są to bałwany ręką ludzką zdziałane, i że Bóg który mnie w tej strasznej męce podtrzymuje, wspiera i pociesza, jest jedynie prawdziwym Bogiem”. Nakoniec blizkim już będąc skonania, rzucił okiem na członki ciała swojego poodcinane i leżące obok niego, i rzekł: ,,Błogosławione członki: za chwile wrzucą was w ziemię i rozłączą was ode mnie. Lecz w dzień sądu ostatecznego połaczym się na nowo, i już wtedy na wieczną szczęśliwość.” A po tych słowach pomodliwszy się głośno za sędziego , który go był skazał na tą męczarnię, i za oprawców, którzy go męczyli, przestał już mówić, lecz żył jeszcze. Tyran widząc iż lud coraz silniej się burzył, i że nawet obecni poganie nie mogli powstrzymać się od płaczu, i objawiali oburzenie, z powodu tak okrutnego pastwienia się nad Świętym, rozkazał katom aby rozciąwszy mu brzuch, wypuścili z niego wnętrzności, czego oni dokonawszy, dobili go nareszcie. Poniósł męczeńską śmierć dnia 13 stycznia, roku pańskiego 250.

POŻYTEK DUCHOWY
Widzisz jak straszne męki zadawano świętym Wyznawcom, z jaką stałością przenosili oni takowe z miłości Jezusa. Zkąd im ta siła nadludzka? Oto od tegoż Jezusa, który ich łaską swoją wspierał. Proś więc i ty Pana Jezusa o potrzebne ci łaski do mężnego znoszenia wszelkich spotkać cię mogących cierpień, a Bóg ci tego nie odmówi. Lecz pomnij, że każdą łaskę ten tylko otrzymuje, kto o nią wytrwale a pokornie prosi”.

W związku z brakiem odpowiedzi ze strony biskupa na moje pismo wysłane we wrześniu, wysłałem tego dnia pismo ponaglające do biskupa, aby otrzymać odpowiedź na pytania dotyczące zachowania kapłanów, którzy dopuścili się publicznych czynów przeciwko mojej osobie.

W imię Prawdy! C. D. 112

26 grudnia 2023 roku

Podczas modlitwy jutrznią ważne były dla mnie między innymi poniższe słowa:

,,W otwartych niebiosach widziałeś, Szczepanie,
Jezusa w chwale po Ojca prawicy
I z sercem wezbranym miłością dla Niego
Głosiłeś wszystkim zbawienie i pokój.

Jak święci prorocy dawnego Przymierza
Oddałeś życie, by świadczyć o prawdzie;
Pod gradem kamieni konałeś, błagając
O miłosierdzie dla serc zaślepionych.

Odszedłeś ze świata wzgardzony przez ludzi,
Okryty hańbą jak Chrystus niewinny,
Lecz twoje cierpienie nie było daremne,
Gdyż plon stokrotny przyniosło Mistrzowi.

Wielbimy Cię, Jezu, zrodzony z Dziewicy,
I Twego Ojca, i Ducha Świętego,
Gdy dziś sławimy męczeństwo Szczepana
Uwieńczonego koroną zwycięstwa. Amen”.

,,Do Ciebie, mój Boże, lgnie moja dusza, gdy ciało dla Ciebie jest kamienowane”.

,,Boże, mój Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak zeschła ziemia łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami,
Gdy myślę o Tobie na moim posłaniu
i o Tobie rozważam w czasie moich czuwań.
Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
„Do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera”. Ps 63

Podczas Liturgii Słowa ważne dla mnie były następujące teksty:

,,Szczepan, mąż pełen łaski i mocy Ducha, dokonywał wśród ludu wielkich cudów i znaków. Wtedy niektórzy członkowie stowarzyszenia synagogalnego tak zwanego libertyńskiego, cyrenejskiego i aleksandryjskiego, a nawet z synagog Cylicyjczyków i mieszkańców prowincji Azji wystąpili, aby rozprawiać ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał. Wtedy podstawili potajemnie ludzi, którzy mieli zeznać: ,,Słyszeliśmy, jak miotał bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i przeciwko Bogu”. Tak to podburzyli lud oraz starszyznę i uczonych w Piśmie. Potem napadli na niego i zawlekli go przed sanhedryn. Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: ,,Człowiek ten występuje nieustannie przeciwko temu miejscu świętemu i przeciwko Zakonowi. Słyszeliśmy przecież jak mówił: Jezus Nazareński, ten zburzy to miejsce i zmieni zwyczaje, jakie nam Mojżesz przekazał”. A gdy wszyscy, którzy zasiadali w sanhedrynie, uważnie się mu przypatrzyli, zobaczyli oblicze jego przemienione niby oblicze anioła. (…)

,,O wy, twardego karku, nieobrzezanych serc i uszu! Wy sprzeciwiacie się nieustannie Duchowi Świętemu; jak ojcowie wasi, tak i wy! Któregoż z proroków nie prześladowali ojcowi wasi? Pomordowali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wy staliście się teraz zdrajcami i mordercami jego; wy, którzy otrzymaliście Zakon z rąk anielskich, lecz nie przestrzegaliście go…”

Gdy to usłyszeli, wściekłość opanowała ich serca i zgrzytali na niego zębami. A on, pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej; i zawołał: ,,Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej!” Wtedy podnieśli wielki krzyk, zatykali sobie uszy i rzucili się jak jeden mąż na niego. Potem wyrzucili go poza miasto i kamienowali. Świadkowie złożyli swe płaszcze u stóp młodzieńca imieniem Szaweł; i kamienowali Szczepana, który modlił się tymi słowy: ,,Panie Jezu, przyjmij Ducha mego”. A potem upadłszy na kolana zawołał donośnym głosem: ,,Panie, nie policz im tego grzechu!” Po tych słowach skonał. A Szaweł zgadzał się w zupełności na jego stracenie”. Dz 6, 8-15. 7, 51-60

,,Bądź dla mnie skałą schronienia,
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.
W ręce Twoje powierzam ducha mego,
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.
Weselę się i cieszę Twoim miłosierdziem,
bo wejrzałeś na moją nędzę.
W Twoim ręku są moje losy,
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.
Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą,
wybaw mnie w swoim miłosierdziu”.
Ps 31, 3c-4. 6 i 8ab. 16-17

,,Oto posyłam was jak owce między wilki: bądźcie zatem przezorni jak węże, a prości jak gołębie. Strzeżcie się ludzi; bo będą wydawać was sądom i biczować was będą w swych synagogach. Z mego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście składali świadectwo przed nimi i przed poganami. A gdy was im wydadzą, nie troszczcie się, co i jak mówić macie; to, co mówić macie, będzie wam w onej godzinie dane, bo nie wy mówić będziecie, lecz Duch Ojca waszego, który przez was mówić będzie.

Brat wyda na śmierć brata, a ojciec syna, dzieci powstaną przeciw rodzicom swoim i na śmierć ich wydadzą. Staniecie się dla wszystkich przedmiotem nienawiści z powodu imienia mego. Lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w jednym mieście, uciekajcie do drugiego. Zaprawdę powiadam wam: nie zdążycie obejść miast Izraela, zanim przyjdzie Syn Człowieczy.

Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad pana swego. Uczeń musi się zadowolić, jeżeli obejdą się z nim jak z mistrzem jego, a sługa – jeżeli obejdą się z nim jak z panem jego. Jeżeli pana domu nazwali Belzebubem, o ileż więcej domowników jego!
A zatem nie bójcie się ich! Bo nie ma nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw, ani nic tajnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co wam mówię w ciemnościach, to w świetle powtarzajcie; a co się wam do ucha szepce, to głoście z wyżyn tarasów. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który może i dusze i ciało strącić do piekła na zatracenie”. Mt 10, 16-28

W imię Prawdy! C. D. 97

11 grudnia – ciąg dalszy

Tego dnia przeczytałem ważne dla mnie słowa z książki pt. ,,Golgota, a życie dzisiejsze”:

,,Rzeczywiście, Sanhedryn już był zgromadzony. Wszystkich miało być według przepisu 71.
Ale nie wszyscy się zebrali, kilku naumyślnie nie przyszło; jedni bali się tłumu, gdy ten się dowie o pojmaniu Cudotwórcy Jezusa, inni nie chcieli przykładać ręki do zbrodni Bogobójstwa, bo wierzyli w Jezusa, jak Nikodem i Józef z Arymatei.
Jednak innych było na tyle, że sąd mógł się zacząć. Już się zaczynał na polu lekki świt, ale na sali świeciły się pochodnie, rzucające mdłe światło.
Przy tem świetle wyglądali sędziowie, jak upiory, twarze zaczerwienione, nabrzmiałe, oczy mgliste od niewyspania, a i ze strachu, bo kto wie, myśli sobie każdy w duszy, czy ten Jezus jakim cudem ich tu nie wytraci.
Wszyscy przywdziali białe płaszcze na znak sprawiedliwości i niewinności.
Tak to na świecie było i będzie, że gdy zbrodniarze, gorszyciele będą chcieli potępiać niewinnych, a sobie niewygodnych, to przywdziewać będą na siebie, na swe brudy duszy – szaty niewinnych dzieciątek, pokornych baranków, a swoich przeciwników przykryją najstraszniejszemi oszczerstwami, zniesławią ich, by bez zgorszenia innych mogli uzyskać wyrok, jaki sobie już z góry uplanowali.

Czy tak nie jest? Na białem szuka się plamy u innych, a piekielnej czerni na własnej duszy nie chce się widzieć.
Annasz pierwszy wszedł na salę, przed zgrają, wiodącą Jezusa. Za nim wepchnięto przed upiornych sędziów skrępowanego Jezusa, za Jezusem idą świadkowie już przekupieni i pouczeni z góry, jak mają kłamliwie zeznawać.
Zaczyna się sąd.
Występuje z tłumu kilku świadków i przysięgają, że najwyraźniej słyszeli, jak Jezus mówił, że zburzy świątynię jerozolimską, a za trzy dni nową postawi.
A trzeba wiedzieć, że u żydów niegdyś najcięższą zbrodnią było mówić coś na szkodę, choćby pozorną, świątyni, nie dlatego, że mieli religijne uszanowanie dla niej, tylko, że żyli z tej świątyni, nieraz świętokradzko.
Inni te same słowa Jezusa inaczej powtarzali, tak, że już między świadkami przygotowanymi nie było zgody.
Jezus przez cały czas tych fałszywych zeznań nic nie mówi, tylko patrzy, słucha. Bo i cóż ma mówić, gdy świadkowie, wrogowie Jego wzajemni się zbijają.

Kajfasz nie spuszcza oka z Jezusa, widzi Jego spokój i powagę, jaką Mu daje poczucie Boskiej niewinności.
Ale już nie może dłużej znieść tego milczenia, więc nagle zrywa się i głośno pyta: ,,Nic nie odpowiadasz? Co świadczą przeciw Tobie?”
A Jezus milczy dalej.
To Jego uporczywe milczenie zawiera wielką głośną prawdę, że jak ci przekupieni świadkowie kłamią, tak samo i sędziowie koniecznie na kłamstwie chcą swój wyrok oprzeć i choć chwilowo wygrają, to jednak ta zbrodnia niedługo dosięgnie ich i zniszczy.
Kłamstwo, nieuczciwość, oszczerstwa muszą dosięgnąć ich sprawców, choćby się komuś wydawało, że w życiu jest przeciwnie. (…)

Tak cnota musi zwyciężyć, a im później zwycięża, tem wspanialszy jej triumf.
Najsilniejszym dowodem tej prawdy jest Jezus, który teraz sądzi niesprawiedliwość.
Kto dziś Jezusa nie zna na świecie? Komu piękniejsze kościoły, ołtarze, tabernakula przebogate budują, jak nie Jezusowi? Kogo w większym triumfie obnoszą w Monstrancjach kosztownych i misternych wśród milionowych rzesz?
Co świat ma najpiękniejszego w dziedzinie sztuki, czy muzyki, czy poezji, w ogóle we wszelkich zdobyczach ducha ludzkiego, w jego najpiękniejszych polotach, to wszystko złożone do Stóp Jezusa.

A czyje imiona napełniają nas większym wstrętem, jak nie Judasze zdrajcy, Kajfasze wydający wyroki na podstawie oszustw, i inni kaci Jezusa?
Tak i Boże i ludzkie przekleństwo czeka tych wszystkich, którzy walczą przeciw Prawdzie, Dobru, Kościołowi, posługując się kłamstwem, niesprawiedliwością.
Najniebezpieczniejszą oznaką dla tych, którzy walczą przeciw Bożym sprawom, jest ta, gdy już nie czują wyrzutów sumienia; znak to, że Jezus w ich duszy milczy, jak milczy podczas sądu u Kajfasza.
Pismo święte wciąż zapisuje, że Jezus milczał i patrzył. Ale to milczenie było milczeniem tylko Ust Jezusowych, bo Umysł Jezusa sądził i wydał wyrok na wszystkich.
Te dusze Sanhedrytów, przed którymi Jezus teraz stoi, stoczone grzechami, pokryte wrzodami fałszu, nienawiści, zaślepionego uporu, te dusze zgniłe, nie godne są już słuchać życiodajnych Słów Boskiego Mistrza.
Im się tylko jeden wyrok należy, wyrok potępienia.

Jezus ubliżyłby Sobie, gdyby odpowiadał na kłamstwa i podłe oszczerstwa.
Dla Kajfasza to milczenie Jezusa, a przede wszystkim te Oczy, których Jezus ani na chwilę nie spuszczał z niego i z reszty sędziów upiorów, te Oczy były dla niego niczem żelazo do białości rozżarzone, przepalające mu mózg, sumienie, duszę…
Kajfasz nie może znieść tych Oczu, wyrażających Boską świętość, ale i nieubłaganą sprawiedliwość, on czuje w tych oczach już tylko wyrok i potępienie.
By nie pokazać strachu, jaki mocno targa jego duszą, chce koniecznie zmusić Pana Jezusa, by choć coś przemówił, by można mieć jakiś materiał do sądzenia.
Zrywa się więc po raz drugi i gromkiem głosem woła, starając się o ton uroczysty:
,,Zaklinam cię przez Boga żywego, powiedz nam, czy Ty jesteś Jezus Chrystus, Syn Boga?”

Teraz już Jezus przewie milczenie, bo choć Go zaklęły przeklęte, bluźniercze usta, jednak zaklęły Go w Imię Boga, zaklęły Go o prawdę, tyczącą Syna Boga.
Dowie się Kajfasz, czego chciał się dowiedzieć, ale też dowie się, czego chyba nie chciał wiedzieć, a co już zdaje się wyczytał z milczenia Jezusa i Oczu Jego.
Najpierw dowiaduje się, że Jezus jest Synem Bożym.
,,Wy powiadacie, że jestem Synem Bożym”. Na to zrywają się wszyscy, jak wilki, rzucają się ku Jezusowi, wołając: ,,Więc Ty jesteś Syn Boży?”
Jezus spokojnie potwierdza ich powiedzenie, a potem uroczyście dodaje: ,,Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego na Prawicy Mocy Bożej, przychodzącego w obłokach niebieskich”.

Dowiedzieli się niesprawiedliwi sędziowie, że i Syna Bożego przed sobą mają, ale i Sędziego Boga.
I w tej chwili staje się cud, niebywały cud… Jaki? Cud zatwardziałości ludzkiej!
O, nie dziw, że nieraz ludzie słyszą najwspanialsze nauki misjonarzy, którzy życie gotowi ofiarować, by zbłąkane dusze naprowadzić na drogę Bożą, a ludzie im nie wierzą… ludzie pozostają w zatwardziałości.
O, nie dziwmy się, gdy takie fakta spotkamy, bo jeśli Sam Bóg, Jezus Chrystus, pod przysięgą zapytany, pod przysięgą prawdę mówi i nie uwierzą Mu, gdzież możemy się dziwić, że kapłanom nie wierzą.

Oto kapłani narodu wybranego, mający Objawienia i Przepowiednie od Samego Boga co do czasu przyjścia na świat Syna Bożego, za którym tyle pokoleń tyle modlitw do nieba słało, tyle łez gorących wylewało, oto teraz, gdy Ten Mesjasz stoi przed nimi i pod przysięgą zapewnia, że On jest tym Mesjaszem, – z czem się spotyka, z jakim wybuchem entuzjazmu i radości?…

Czy rozrywają na strzępy te hańbiące powrozy, jaki Mu przed chwilą ich pachołkowie zacisnęli na Rękach? Czy porywają Go do kościoła? Czy padają arcykapłani z ludem na kolana i ze łzami w oczach wołają: ,,Przebacz, Panie, przebacz ludowi Twemu?”
Patrzmy! Słuchajmy! Oto rozlega się w domu Kajfasza rozdzierający okrzyk, który wstrząsnął całym pałacem. Jaki okrzyk? ,,Zbluźnił! Zbluźnił! Co wam się zda?” ryczy Kajfasz, rozdzierając szaty i powiewając ich strzępami, a wszyscy z opętańczym szale zaślepienia ryczą: ,,Winien jest śmierci!”

W tym piekielnym okrzyku Kajfasza ,,Zbluźnił” – jest drugi cud, przerażający cud.
Oto ludzie znaleźli grzech w Bogu Najświętszym.
I kto ma tę odwagę zarzucić Samemu Bogu grzech? Czy może bandyta Barabasz, lub ten łotr, który popołudniu z Jezusem umrze na krzyżu?
Nie, ani Barabasz, ani najgorszy łotr tegoby nie zarzucił Jezusowi, kiedy nawet szatan, sam szatan, który kusił Jezusa na puszczy, sam szatan nazywał Jezusa Synem Bożym, kiedy uciekał z opętanych, grzechu nigdy nie odważył się zarzucić Jemu.
Dopiero Kajfasz zdobył się na to… arcykapłan narodu wybranego.
Jak do tego mógł dojść? – pytamy przerażeni.

Katolicy, którzyście tyle razy Komunię świętą przyjmowali i tyle innych Sakramentów, zauważmy straszniejszą rzecz, że pośród katolików są synowie Kajfasza, są ochrzczeni Kajfasze! A może między wami są.
,,Nie obrażaj nas księże”, gotów mi ktoś powiedzieć. ,,Udowodnij przedtem…” Dobrze, wy sami udowodnicie, że prawdę pisze!
Czy nie słyszeliście nigdy takich powiedzeń z ust katolików, że… Pan Bóg jest niesprawiedliwy, że źle świat urządził itp.?

Lecz na pociechę trzeba stwierdzić to, że nigdy tego o Bogu nie powie prawdziwie pobożny, lub prawdziwie uczony.
O chciałbym, byście widzieli, jak wielcy uczeni modlą się, jak o Bogu mówią. Taki np. Newton, ile razy o Bogu mówił, wstawał na zebraniach naukowych.
Raz we Francji zastał modlącego się Pasteura, największego uczonego, jakim się Francja szczyci, młody jego uczeń, akademik, i ździwiony do najwyższego stopnia tym widokiem, pyta: ,,I pan profesor taki uczony i modli się?”
Na to z politowaniem odpowiada wielki geniusz: ,,Ponieważ tak jestem uczony, to mam wiarę bretończyka (chłopa wiejskiego) a gdybym jeszcze więcej był uczony, miałbym wiarę bretonki (wieśniaczki)”.

Niedouczony akademik dowiedział się, że prawdziwa nauka musi człowieka do Boga doprowadzić, bo Bóg jest źródłem wszystkich nauk i mądrości.
Wszyscy najwięksi uczeni geniusze, to ludzie, kochający Boga jak dzieci. (Przeczytaj Apologetykę ks. Bartynowskiego).

Chcecie wiedzieć, kto w Bogu grzechy znajduje, kto chce być mądrzejszy od Boga?
Otóż na pierwszym miejscu ci, którzy z początku byli pobożni i tak może blisko stali Pana Boga, jak Judasz lub Kajfasz… ale chcieli przy Panu Bogu znaleźć ziemskie cele, sławę, bogactwa… i potem stali się odstępcami, zdrajcami… bo im się sprzykrzyła pobożność i przyjaźń Boga, bez korzyści ziemskiej i zadowolenia swej ambicji doczesnej.
A gdy to jeszcze ludzie z małą nauką, lub bez wykształcenia, to ci już najgorsi, najniebezpieczniejsi, przed takimi nawet samo Pismo święte przestrzega: ,,Corruptio optimi pessima – Zepsucie najlepszego najgorsze”. Ci są filarami herezyj, oni najgoręcej szerzą rozmaite wiary amerykańskie, bo za to mają dolary. Tam czego u nich głupota nie zrobi, to dokończy pycha i judaszowskie łakomstwo pieniądza.

Inni, którzy także w Bogu grzechy znajdują, rekrutują się znowu z pośród takich głuptaków, niewykształconych, jak ten, który bił Pana Jezusa po twarzy w domu Annasza.
Te głuptaki, co ledwie czytać lub pisać umieją, którzy może jaki kalendarz przeczytali lub jakąś socjalistyczną gazecinę… oni tam takiej mądrości się nauczyli, żeby samego Boga umieli poprawić. Oniby dopiero umieli ten świat urządzić, w każdym razie lepiej, niż Sam Pan Bóg…
Wierzcie mi, że najgorzej z głupim dysputować, bo on tylko przez jeden otwór na świat i na wszystko patrzy.
Nie lepsi od powyżej zacytowanych są ci, którzy są poduczeni, jak to na wsi dosadnie mówią: ,,rozparzeni, podgrzani nauką”.
Skończy nieraz taki reformator Mądrości Bożej parę klas gimnazjalnych, zda oszukańczo i z wielką biedą maturę, liźnie nieco może jeszcze uniwersytetu i już mu się zdaje, że Pan Bóg powinien zapraszać go na narady, jak ma światem rządzić.

Już w dawnych czasach powiedział jeden z największych filozofów: Roger Bacon: ,,Kto tylko liznął nauki, ten traci wiarę, powiada, że Boga nie ma, ale kto się naprawdę wykształcił, ten musi Boga w nauce znaleźć, bo źródłem wszelkiej wiedzy jest Bóg”.

Sąd, raczej komedja sądu nad Jezusem skończona. Kajfasz jeszcze trzyma kawałki podartych szat kapłańskich, jakby zdobyte chorągwie.
Dobrze zrobił Kajfasz, że podarł te szaty, bo w nich nie Bogu, ale szatanowi służył. Sam wykonał wyrok, jaki jeszcze dziś Bóg dokończy, kiedy popołudniu o godzinie trzeciej rozedrze zasłonę świątyni Jerozolimskiej na znak, że nabożeństwo i kapłaństwo żydowskie jest na zawsze przekreślone i przeklęte – za zbrodnie Bogobójstwa.
Po kilkudziesięciu latach i świątynia zostanie zburzona, że kamień na kamieniu nie pozostanie”.

Tego dnia ważne były dla mnie także słowa bł. Kardynała Stefana Wyszyńskiego z dnia 10 czerwca 1955 roku:

,,By doznać łaski zrozumienia wielkości kapłaństwa, trzeba – niekiedy – doznac jednocześnie łaski poznania wielkiej nędzy i niegodziwości swojej. Chrystus, do którego mówimy we Mszy świętej – quoniam tu solus Sanctus – pokaże mi, kim jestem – quoniam tu solus peccator. Jak bardzo przydaje się wtedy felix culpa; pozwala mi uwolnić się od tego ,,nieprzystojnego” poczucia prawa do Ołtarza. Wszak prawo suwerenne do Ołtarza ma tylko Jezus Chrystus, Bóg Człowiek, Sacerdos et Hostia, przyozdobiony w człowieczeństwie swoim – Kapłaństwem na wieki. A ja jestem zaledwie ,,naczyniem ku zelżywości”, z którego solus Sanctus tak przedziwnie karmi swe dzieci, że chroni je przed całym brudem i nędzą moją. Misericors et miserator Dominus”.

Oraz z dnia 12 czerwca 1955 roku:

,,Gdy patrzę w gniazdo muchołówek, które skrzydlaci rodzice uwili sobie we framudze mego okna i tu złożyli pięcioro swoich piskląt – zaczynam lepiej rozumieć Ołtarz dla duszy kapłańskiej. Te nieudolne okruszyny, w których zaledwie tli iskierka życia, umieją tylko dziobki swoje otwierać – jak szeroko i namiętnie, jak chciwie i odruchowo – gdy tylko usłyszą szum skrzydeł ojcowskich. Jak bardzo bezpiecznie czują się w tym gniazdku, chociaż dzieli je od wnętrza mej izby tylko – szyba. Ja są gotowe, jak czujne… Jak nigdy nie mają dość! Gdzież lepiej może czuć się pisklę, jeśli nie w gniazdku? Cóż dziwnego, że tak niechętnie puszcza się ku pierwszemu lotowi.
Bardziej niż pisklęciem nieudolnym jestem przy ołtarzu. Umiem tylko jedno – otwierać usta. Ale nic z nich dać nie mogę! To Chrystus wszystko w nie wkłada: Hoc est enim Corpus Meum… Cała moja siła z tego Skrzydlatego Serafina, który przybija ręce moje i nogi do ołtarza altaria Tua, Domine, virtutem… Gdzież lepiej się czuję, jak nie przy ołtarzu? Gdzież wspanialej żyję, jak nie w tym gnieździe łaski? Cóż mi pozostaje? Otwierać usta z żarłocznością piskląt! Trzymać się mocno ołtarza, jak pisklęta trzymają się krawędzi gniazda! Otwierać serce, ufać, czekać, pragnąć, wyglądać… Ołtarz – to mój dom…”

 

W imię Prawdy! C. D. 81

23 listopada 2023 roku

Tego dnia poruszyła mnie mocno Liturgia Słowa:

,,Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. A Matatiasz i jego synowie zebrali się razem. Wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza ze słowami:
«Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i wielkim w tym mieście, a podtrzymują cię synowie i krewni. Teraz więc ty pierwszy przystąp i wykonaj zarządzenie króla, tak jak wykonały wszystkie narody, mieszkańcy Judy i ci, którzy pozostali w Jeruzalem, a ty i twoi synowie będziecie należeli do królewskich przyjaciół, ty i synowie twoi będziecie zaszczyceni darami w srebrze i złocie oraz innymi podarunkami».

Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: «Jeżeli nawet wszystkie narody, które należą do państwa podległego królowi, słuchają go, odstąpiwszy od kultu swych ojców, i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów! Słów króla nie będziemy słuchali i od kultu naszego nie odstąpimy ani w prawo, ani w lewo».

Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien Żyd przystąpił na oczach wszystkich do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę, zgodnie z zarządzeniem króla. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił tamtego obok ołtarza. Przy tej sposobności zabił także urzędnika królewskiego, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo, jak to uczynił Pinchas z Zambrim, synem Salu.
Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: «Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem». Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co posiadali.
Wtedy wielu spośród ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię, aby tam przebywać”. 1 Mch 2, 15-29

oraz

,,Gdy się przybliżyli, ujrzał miasto, zapłakał nad nim i rzekł: ,,O, gdybyś i ty poznało w owym dniu, co służy twemu dobru, a teraz zakryte jest przed oczami twymi! Przyjdą na ciebie dni, gdy nieprzyjaciele twoi wałem cię otoczą, oblegną cię i zewsząd cię ścisną. Ciebie i dzieci twe, które będą za tymi murami, powalą na ziemię i nie pozostawią w tobie kamienia na kamieniu, ponieważ nie poznałeś czasu, w którym Bóg przyszedł do ciebie z łaską i zbawieniem”. Łk 19, 41 -44

24 listopada 2023 roku

Tego dnia podczas jutrzni modliłem się między innymi słowami:

,,Naprawdę, Panie, Tyś jest Bogiem ukrytym,
Boże Izraela i Zbawco!
Wszyscy, którzy dyszą złością na Niego,
okryją się hańbą i wstydem.
Odejdą upokorzeni
ci, którzy posągi bożków ciosali.
Izrael zaś będzie zbawiony przez Pana
zbawieniem wiecznym.
Nie doznacie wstydu i hańby
po wszystkie czasy.
Tak bowiem Pan mówi,
Stwórca niebios, Ten, który jest Bogiem,
Który uformował ziemię i kształt jej nadał,
który osadził ją mocno
I nie uczynił jej bezładną,
lecz do zamieszkania ją przygotował:
„Ja jestem Pan, i nie ma innego,
i nie przemawiałem potajemnie
w ciemnych zakątkach ziemi.
Nie powiedziałem potomstwu Jakuba:
Szukajcie Mnie na próżno.
Ja jestem Pan, który mówi to, co słuszne,
oznajmia to, co jest prawdziwe.
Zgromadźcie się i wyjdźcie,
dołączcie się wszyscy,
wy, ocaleni spośród narodów.
Nie mają rozeznania ci, co obnoszą
drewno przez siebie rzeźbione
I modlą się do bożka,
który nie może ich zbawić.
Przedstawcie i dajcie dowody,
a nawet zastanówcie się wspólnie:
Któż to zapowiedział już od dawna
i znowu teraz objawia?
Czyż nie Tym, «Który jest», Ja jestem?
Prócz Mnie nie ma innego Boga!
Bóg sprawiedliwy i dawca zbawienia
poza Mną nie istnieje.
Nawróćcie się do Mnie, by otrzymać zbawienie,
wszystkie krańce świata,
Bo tylko Ja jestem Bogiem
i nie ma innego!
Przysięgam na samego siebie,
z moich ust wychodzi sprawiedliwość, słowo ostateczne.
Przede Mną się zegnie każde kolano,
wszelki język na Mnie przysięgać będzie
I powie: Jedynie w Panu
sprawiedliwość jest i potęga!
Przyjdą do Niego zawstydzeni wszyscy,
którzy Go nienawidzili.
Dzięki Panu całe potomstwo Izraela
otrzyma sprawiedliwość i osiągnie chwałę”.
Iz 45, 15-25

Ważne były dla mnie słowa z Ewangelii czytanej tego dnia:

,,Potem wszedł na podwórzec świątynny i wypędził tych, którzy kupowali i sprzedawali. Mówił do nich: ,,Napisano: dom mój jest domem modlitwy. A wy zrobiliście z niego jaskinię zbójców”.
Codziennie nauczał na podwórcu świątynnym. Arcykapłani, uczeni w Piśmie, a także starsi ludu nastawali na życie Jego. Lecz nie wiedzieli, co począć, bo cały lud słuchał Go z zapartym tchem”. Łk 19, 45-48

W imię Prawdy! C. D. 80

22 listopada 2023 roku

Tego dnia poruszyło moje serce między innymi czytanie z Liturgii Słowa:

,,Siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo.
Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: «Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i zamyślił początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw».

Antioch był przekonany, że nim gardzono i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet mianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadania. Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady.
Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: «Synu, zlituj się nade mną! W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w godzinie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi».
Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: «Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie umkniesz z rąk Bożych».” 2 Mch 7, 1. 20-31

W tym dniu przeczytałem ważne dla mnie słowa z książki pt. ,,Golgota a życie dzisiejsze”:

,,W obrazie śpiących Apostołów w Ogrojcu widzi Jezus, że w walce Kościoła ze złem i grzechem najwięcej obojętni, najbardziej leniwi, będą właśnie Jego ,,przyjaciele” – katolicy.
Podczas, gdy następcy Kajfasza i Sanhedrynu, dzisiejsi masoni, socjaliści, bolszewicy, czuwać będą nocami, (jak teraz czuwa Kajfasz z Sanhedrynem, czekając, kiedy mu zgraja przywiedzie Jezusa pojmanego), gdy wrogowie Jego i Wiary, jednej chwili nie stracą, najmniejszej sposobności nie poniechają, by niszczyć dzieło Jego, to ,,przyjaciele” Jezusa, katolicy będą w bezczynności gnuśnieć, będą spać, bo im dobrze, wygodnie. Po co się narażać? Ktoby sobie kłopotu zadawał? Szkoda zdrowia, szkoda nerwów…
Dla wrogów Jezusowych dzień za krótki, czasu za mało, wszystko za powoli działa, nawet aeroplany dla nich za powolne, za mało wszystkich środków komunikacyjnych i porozumiewawczych, by zalać świat złem, skąpać go w krwi, zrobić z niego piekło… by wykreślić Imię Boże z życia ludzkiego.
Katolicy przeciwnie. Na wszystko mają czas, nawet przysłowie sobie ukuli: ,,Rzym cierpliwy, bo wieczny”, więc po co się denerwować.
Jedni wymawiają się brakiem zdrowia, inni brakiem czasu, reszta biernie patrzy i czeka, ,,jak się to skończy”.
Jezus cierpi, to prawda, wiara słabnie, to prawda, trzebaby coś robić, no – ale to wymaga trudu, ofiary, cierpienia.

Wielu na widok prześladowań uznaje za najlepszą zasadę chować się, nie narażać się, broń Boże, boby gorzej było dla nich.
Zakłada się niby rozmaite ,,Ligi”, w których wszyscy chcą być prezesami, a Jezus był sługą naszym.
Uchwala się kilka odezw, tworzy się niby plan działania a potem wszystko zostaje na papierze i koniec. Takie to wszystko anemiczne.
Zakłada się związki Eucharystyczne, ale po to, by liczyć i drukować, ile Komunii św. przyjęto, a nie patrzy się, czy życie w duszy urosło – czy Chrystus w nas pomnaża się…
Jeśli znajdzie się jednostka czynna, ofiarna, niezrażająca się trudami i walką, to musi prowadzić walkę na dwa fronty, bo i z wrogami Jezusa i z ,,przyjaciółmi” Jego.
Bo czyż to rzadkie fakta w historji Kościoła katolickiego, że każde dzieło, mające cel zbożny, musi przejść Golgotę i być ukrzyżowane przez ,,swoich”? Niestety!
Nie wolno wybić się w pracy ponad szary tłum, ,,bo to tylko z pychy”. ,,A co ma nam ktoś dawać lekcję?”

Biedni pracownicy społeczni między katolikami, bo im świętszy cel im przyświeca, im więcej bezinteresowności objawiają, tem więcej są podejrzywani, a nawet szkalowani, prześladowani.
Zniszczyć dzieło zbożne, jeśli ono ma odwagę zerwać z bezczynnością, miast iść wstępnym bojem przeciw wrogom Chrystusa, to dziś niestety jest nierzadki wypadek, a niszczą ,,swoi”.
Życiorysy niemal wszystkich bohaterów ,,czynów zbożnych” potwierdzają ten smutny fakt, że zazdrość między katolikami i obawa upokorzenia ,,by się ktoś nie wybił ponad nas”, to to wielcy sprzymierzeńcy wrogów idei Chrystusowej.
Wystarczy przytoczyć żywoty choćby błogosł. Ks. Bosko, naszego ks. Markiewicza i w. i.
Wielu z katolików już do takiej aberracji umysłowej doszło, że swoją zbrodniczą działalność utrudniającą lub zgoła niszczącą zbożne dzieła chcą usankcjonować cytatami z Pisma św. Niewiarygodne, lecz prawdziwe!”