W imię Prawdy! C. D. 270

13 kwietnia 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu odnalazłem w śpiewniku ks. Siedleckiego głębokie modlitwy dla wiernych przed i w trakcie słuchania Mszy świętej:

,,Stoję przed świętym ołtarzem, o Najsłodszy Zbawicielu, ażeby być przytomnym Najświętszej Ofierze Twojej. Spraw, o mój Boże, niech z niej korzystam, niech odniosę ten owoc, którego Ty sam żądasz i racz dopełnić co moim usposobieniom brakować będzie.
Racz, o mój Boże, uczynić me serce sposobnem do przyjęcia słodkiego owocu dobroci Twojej. Ty sam, Panie, umiarkuj me zmysły, urządź mój umysł, oczyść me serce, przebacz grzechy moje o Boże litościwy! Odpuść mi wszystko, jako i ja odpuszczam wszystkim moim nieprzyjaciołom. Spraw, o mój słodki Jezu, iżbym duszą łącząc się z Tobą, mógł siebie ofiarować Bogu w Trójcy jedynemu, z takiem doskonałem poddaniem się i miłością, z jaką Ty, Boże, ofiarujesz się za nas wszystkich.
Pozwól mi, o Najsłodszy Zbawicielu, ażebym Ci Najdroższą Ofiarę zbawienia mojego poświęcił z intencyą Sługi Ołtarza i napełnij mnie temi uczuciami, jakie byłbym miał, gdybym był obecny krwawej Ofierze Twej Męki na Kalwaryi”.

,,W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
W Imię Najświętszej i Nierozdzielnej Trójcy, wszedłem do Domu Twego, abym Cię wielbił w Kościele Twoim, słuchając z bojaźnią niepokalanej Ofiary Twojej”.

,,Rozsądź mnie Boże, poznaj moją sprawę,
Którą mam z ludem niezbożnym,
Od człeka złego ratuj mą sławę,
Wyrwij ramieniem Twem możnem.
Boś Ty mi Bóstwem, siłą mej nodze,
Czemu odpychasz grzesznika?
I czemu smutkiem przejęty chodzę,
Kiedy mnie wróg mój dotyka?
Pokaż Twe światło i prawdę Twoją,
Za którą idąc zbłąkany,
Bym wstąpił kiedyś na drogę Twoją,
Doszedł przybytków Twych ściany.
A tak przed ołtarz Twój wnijdę, Panie,
Coś pociechą mej młodości,
Lutnia ma nucić Ci nie przestanie,
Pieśń wiecznej Tobie wdzięczności.
Czegóż mój smutek w mem sercu noszę,
Duszo! dość twego trwożenia,
Miej ufność, jeszcze ja Go uproszę,
On Bogiem mego zbawienia.
Chwała bądź Ojcu, bądź i Synowi,
Których świat pełen opieki,
Chwała Świętemu tudzież Duchowi,
Teraz i po wszystkie wieki. Amen”.

,,Oskarżam się przed Tobą, o mój Boże, ze wszystkich moich grzechów. Oskarżam się wobec Maryi, Najświętszej Twej Matki, wobec wszystkich Świętych i wiernych wszystkich: żem zgrzeszył myślą, mową, uczynkiem i opuszczeniem, moja wina, tak, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przetoż proszę na pomoc Najświętszą Maryę Pannę i wszystkich Świętych, aby mi uprosili dar najświętszej Twojej miłości i żebyś zranił serce moje boleścią skruchy najdoskonalszej.
Racz Panie wysłuchać łaskawie mą prośbę i udziel mi odpuszczenia i przebaczenia moich grzechów”.

,,Sprawco dusz naszych, zlituj się nad dziełem rąk Twoich. Ojcze miłosierny, uczyń miłosierdzie nad dziećmi Twojemi. Sprawco naszego zbawienia, daj nam korzystać z zasług Najdroższej Krwi i śmierci Twojej, ukochany Zbawicielu i słodki Jezu, zlituj się nad nędzą naszą i odpuść nam nasze przewinienia”.

,,Użycz nam Panie za wstawieniem się Najświętszej Panny i Świętych, których obchodzimy pamiątkę, wszystkich łask, o które Cię kapłan Twój dla siebie i dla nas prosi. Łącząc się z nim, tęż samą zanoszę do Ciebie prośbę za tych, za których jest moim obowiązkiem modlić się. Panie udziel i mnie tych wszystkich pomocy, które nam są potrzebne do osiągnięcia życia wiecznego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen”.

W imię Prawdy! C. D. 269

13 kwietnia 2024 roku

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii słowa:

,,A słowo Boże szerzyło się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę”. Dz 6, 7

,,Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy oczekują Jego łaski,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu”. Ps 33

,,Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru.
Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali”. J 6, 16-21

W tym dniu odnalazłem niezwykłą modlitwę za zmarłych:

,,W gniewu dzień, w tę pomsty chwilę,
Świat w popielnym legnie pyle:
Zważ Dawida i Sybillę.

Jakiż będzie płacz i łkanie,
Gdy dzieł naszych sędzia stanie,
Odpowiedzieć każąc za nie.

Trąba groźnym zabrzmi tonem
Nad grobami śpiących zgonem,
Wszystkich stawi nas przed tronem.

Śmierć z naturą się zadziwi,
Gdy umarli wstaną żywi,
Win brzemieniem nieszczęśliwi.

Księgi się otworzą karty,
Gdzie spis grzechów jest zawarty,
Za co świat karania warty.

Kiedy sędzia więc zasiędzie,
Wszystko tajne jawnym będzie,
Gniewu dłoń dosięże wszędzie.

Cóż mam, nędzarz, ku obronie,
Czyją pieczą się zasłonię,
Gdy i święty zadrży w łonie?

Panie w grozie swej bezmierny,
Zbawisz z łaski lud Twój wierny,
Zbaw mnie, zdroju miłosierny.

Racz pamiętać, Jezu drogi,
Żeś wziął dla mnie żywot srogi,
Nie gub mnie w dzień straszny trwogi.

Długoś szukał mnie znużony,
Zbawił krzyżem umęczony,
Niech ten trud nie będzie płony.

Sędzio pomsty sprawiedliwy,
Bądź mym grzechom litościwy,
Zanim przyjdzie sąd straszliwy.

Jęcząc, pomnąc win bezdroże,
Wstydem me oblicze gorze,
Szczędź mnie, błagam, Panie Boże.

Ty coś Marii grzech wybaczył
I wysłuchać łotra raczył,
Nie pozwolisz, bym zrozpaczył.

Choć niegodne me błaganie,
Nie daj mi, dobroci Panie,
W ognia wieczne wpaść otchłanie.

Daj mi mieszkać w owiec gronie,
Z dala kozłów, przy Twym tronie
Postaw mnie po prawej stronie.

Gdy uśmierzysz potępionych,
Srogim żarom przeznaczonych,
Weź mnie do błogosławionych.

Błagam kornie bijąc czołem,
Z sercem, co się zda popiołem,
Wspomóż mnie nad śmierci dołem.

O dniu jęku, o dniu szlochu,
Kiedy z popielnego prochu
Człowiek winny na sąd stanie.

Oszczędź go, o dobry Boże,
Jezu nasz, i w zgonu porze
Daj mu wieczne spoczywanie.
Amen”.

W imię Prawdy! C. D. 268

12 kwietnia 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu przeczytałem ciekawe treści w książce pt. ,,Kto naprawdę go zabił?:

,,Latem 1984 roku decydująca rozgrywka była przygotowana w najdrobniejszych szczegółach. Mimo to generał Wojciech Jaruzelski był zaniepokojony krótkim zastojem działań wobec kapelana ,,Solidarności” – spowodowanym, jak tłumaczyli odpowiedzialni za ,,problem księdza Popiełuszki” funkcjonariusze Departamentu IV MSW – kuracją szpitalną wiceministra spraw wewnętrznych Władysława Ciastonia. Jaruzelski był tak zaniepokojony, że zaalarmował kierownika Urzędu ds. Wyznań, profesora Adama Łopatkę, zobowiązując go do wzmożenia aktywności.

W homiliach z tamtego okresu ksiądz Popiełuszko odnosił się m.in. do kwestii uzależnienia Polski od Związku Radzieckiego, oceniając ciągłość polityki caratu wobec Polaków w wydaniu władców komunistycznych po II wojnie światowej.
Ksiądz podkreślał, że dzięki chrześcijaństwu jesteśmy powiązani z kulturą Zachodu i dlatego mogliśmy się w przeszłości opierać wszelkim innym kulturom ludów barbarzyńskich. Mogliśmy się oprzeć kulturom narzucanym przez wrogów czy przyjaciół.

Reakcja nastąpiła niemal natychmiast.
12 września 1984 roku atak na ,,Solidarność” i na osobę księdza Jerzego Popiełuszki przypuściły moskiewskie ,,Izwiestia”. W tekście ,,Lekcja za darmo” warszawski korespondent tej gazety zarzucił uwolnionym w wyniku lipcowej amnestii działaczom ,,Solidarności”, iż wychodzą ze skóry, żeby zostać na widoku i by Zachód nie przestał wysyłać im darów. Dlatego występują nawet w kościołach, gdzie domagają się zmiany pojałtańskiego porządku w Europie.
Jako przykład takiego kościoła Leonid Toporkow wskazał świątynię na Żoliborzu, gdzie, jak oceniał, nabożeństwa zostały zamienione na polityczny miting i gdzie głośne były okrzyki o zwrot Lwowa i Wilna. Toporkow ostrzegał, że wystąpienia te są prowokacją wobec Związku Radzieckiego i jako takie mają na celu zburzenie przyjaźni między narodami Polski i ZSRR. Działacze solidarnościowi występują – zdaniem Leonida Toporkowa – przeciwko politycznym interesom PRL, nawołując do wystąpienia z Pakty Warszawskiego i RWPG. (…)

Urabianie gruntu pod mające nastąpić niebawem wydarzenia było kontynuowane 19 września 1984 roku, w tygodniku ,,Tu i teraz”:
,,W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami (…). Wyznawcy sfanatyzowanego księdza Popiełuszki nie potrzebują argumentów, dociekań, dyskusji, nie chcą poznawać, spierać się, zastanawiać i dochodzić do jakichś przekonań (…). Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest więc organizatorem sesji politycznej wścieklizny – napisał Jan Rem (Jerzy Urban) 19 września 1984 roku w artykule pt. ,,Seanse nienawiści”.

W drugiej połowie września i na początku października ksiądz Jerzy otrzymywał znacznie więcej niż kiedykolwiek listów z pogróżkami i gróźb telefonicznych. Narastało zagrożenie, sytuacja księdza pogarszała się błyskawicznie, a jego los był już w tym momencie przesądzony: musiał zamilknąć, bądź – co bywa o wiele milej widziane przez każda policję polityczną na świece – mówić, ale jako przeobrażony współpracownik. Innymi słowy – jedyną szansą księdza było ocalenie życia za cenę pogrzebania ducha.
Wymuszona zgoda księdza byłaby ogromnym atutem w rękach specjalistów z zakresu kombinacji operacyjnych, przygotowujących grunt pod przyszłe wydarzenia w Polsce – problem ,,Solidarności” nie został rozwiązany, wręcz narastał. Inspiratorzy zbrodni i jej przyszli wykonawcy liczyli na to, że ksiądz ,,rozsypie się” na torturach. Dotychczas podczas przesłuchań, rozmów, a nawet w podejmowanych wobec kapelana szykanach stosowano w sumie łagodne metody perswazji. Prowokacje, zastraszanie, dyskredytowanie, nawet poniżające przesłuchania z elementami rewizji osobistej, w trakcie których księdzu Jerzemu kazano się rozbierać do naga – wszystkie te represje nie przynosiły spodziewanego efektu.

Tymczasem kapelana ,,Solidarności” nie można było nawet aresztować aby zmusić go do uległości. Generał Jaruzelski w politycznych realiach tamtego okresu nie mógł nie uwzględnić prośby arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego o wypuszczenie z aresztu księdza Jerzego Popiełuszki (po zatrzymaniu go do sprawy ,,rewelacyjnych” efektów przeszukania jego mieszkania przy ulicy Chłodnej w grudniu 1983 roku; jedynym efektem, osiągniętym niejako przy okazji podrzucenia materiałów obciążających, było zamontowanie podsłuchu, do którego bezpośredni dostęp miał Czesław Kiszczak). Mógł być natomiast nieco zaskoczony interwencją – spolegliwą, ale jednak interwencją – hierarchy w tej sprawie.

Wyglądało na to, że również drogą dyplomatyczną nie da się rozwiązać ,,problemu Popiełuszki”. Naciski wywierane przez Kiszczaka na kościelnych hierarchów dawały umiarkowny, niespełniający oczekiwań efekt: mimo napomnień hierarchów ksiądz wciąż ,,szczekał” z ambony, a decyzja prymasa Józefa Glempa o wysłaniu go na studia do Rzymu odwlekała się”.

W imię Prawdy! C. D. 267

12 kwietnia 2024 roku

W tym dniu ważne były dla mnie poniższe treści z liturgii słowa:

,,Lecz wówczas wystąpił w sanhedrynie pewien faryzeusz imieniem Gamaliel, uczony w Zakonie, który cieszył się u całego ludu wielkim poważaniem, i zażądał, aby na chwilę usunięto apostołów. A potem odezwał się do obecnych w takie słowa: ,,Mężowie izraelscy! Zastanówcie się dobrze nad tym, co zamierzacie podjąć przeciwko tym ludziom. Bo wprawdzie niedawno wystąpił Teudas twierdząc o sobie, że jest kimś niezwykłym, i przyłączyła się do niego pewna liczba ludzi, około czterystu. Ale gdy go zabito, ci, co mu zawierzyli, zostali rozproszeni i wyniszczeni. Po nim wystąpił Judasz Galilejczyk w czasie spisu ludności i namówił wielu ludzi do powstania pod swoim dowództwem ; ale gdy on także zginął marnie, wszyscy zwolennicy jego zostali rozpędzeni. Toteż co się tyczy obecnej sprawy, powiadam wam: odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich wolno. Bo jeżeli to przedsięwzięcie czy ta działalność pochodzi od ludzi, rozwieje się. Lecz jeśli pochodzi od Boga, nie tylko nie zdołacie zniszczyć tych ludzi, ale w końcu może się okazać, że chcecie walczyć z Bogiem. Usłuchali jego rady. Przywołali apostołów i kazali ich ubiczować. Potem zakazali im przemawiać w imię Jezusa i puścili ich wolno. Ci zaś opuścili sanhedryn pełni radości, iż spotkał ich zaszczyt cierpieć zelżywość dla imienia Jezusa. Nie przestawali dzień w dzień nauczać w świątyni oraz po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie”. Dz 5, 34-42

,,Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?” Ps 27

W tym dniu przeczytałem ważne dla mnie treści autorstwa kardynała Bona w książce pt. ,,O rozpoznawaniu duchów”:

,,Tak więc łaska Boża uczy odróżniania dobrych duchów od złych. Ona też oświeciła Ojców Kościoła i pobożnych pisarzy, tak iż mogli poznać i podać nam pewne znamiona, po których te różne duchy łatwo dadzą się rozpoznać.

1.Pierwsze znamię podaje święty Bernard tymi słowy: ,,Ponieważ natura wszystkich duchów jest duchowa, przeto z ich mów poznamy je, i sama treść natchnienia wykaż, jaki je duch poddaje”. Jeżeli bowiem skłania nas to natchnienie do czegoś dobrego, świętego, doskonałego – będzie to dowodem, że pochodzi od tego ducha, o którym śpiewa Psalmista: ,,Duch Twój dobry poprowadzi mię do ziemi prawej” (Ps 142, 10). Kiedy zaś odczuwamy popęd ku marnościom światowym, ku rozkoszom cielesnym, ku próżnym pożądaniom, bądźmy pewni, że zły duch do nas przemawia i odpędźmy go z oburzeniem od siebie słowy: ,,Idź precz szatanie, bo nie rozumiesz tego, co jest Boże” (Mk 8, 33), a mądrość twoja jest nieprzyjaciółką Boga (Rz 8, 7)”.
Tenże sam miodopłynny Doktor tak się na innym miejscu wyraża o znakach, po których poznawał, że przemawiał do niego Pan Bóg i co mu poddawał: ,,Słowo Boże jest żywe i skuteczne i skoro tylko weszło do wnętrza mego natychmiast budziło z odrętwienia moją duszę, poruszało, rozczulało i raniło moje twarde, kamienne i schorzałe serce. Zarazem poczynało i wyrywać, i burzyć, i wytracać, i rozwalać, skrapiając oschłości, oświecając ciemności, rozwiązując zagadki, zapalając ostygłości i czyniąc krzywe miejsca prostymi, a ostre drogami gładkimi (Łk 3, 5), tak że błogosławiła dusza moja Panu i wszystko, co we mnie jest, imieniu świętego Jego (Ps 102, 1). Po biciu serca poznawałem Jego obecność. Po braku upadków grzechowych i zapanowaniu nad pożądliwością cielesną poznałem potęgę Jego mocy. W zupełnym rozpoznawaniu i badaniu moich tajników podziwiałem otchłań Jego mądrości, a w poprawie – choć nieznacznej- moich obyczajów doświadczałem dobroci Jego miłosierdzia. Po odnowieniu i odświeżeniu mojego ducha, tj. mojego człowieka wewnętrznego, poznałem cokolwiek powaby Jego piękności; a wobec tego wszystkiego przestraszyłem się rozmiarami Jego wielkości”.

2.Pan Bóg prowadzi człowiek powoli, z dołu do góry, od najmniejszej do coraz większej doskonałości, i zwykle uwzględnia różnicę wieku i osób. Toteż inną poddaje mądrość starcom, a inną młodzieży, inną początkującym, a inną doskonałym.
Wprost przeciwnie postępuje szatan. On nie zachowuje żadnego porządku. Nasuwa nagłe porywy, poddaje duszy zachwycenia, cuda, proroctwa i na ich pasku dusze goniące za nowostkami zdradliwie pociąga za sobą w przepaść pychy. Radzi im często, aby przez zbyteczne posty, nieumiarkowane czuwania nocne i inne umartwienia prawie całkowicie wyniszczyły ciało. One też nie mając miary, nakładają sobie brzemiona, którym podołać nie mogą (Łk 11, 46), a złamawszy siły ciała i przytępiwszy w sobie władze duchowe, popadają potem w tak wielkie rozluźnienie, że słusznie do nich można zastosować słowa proroka: ,,Podnoszą się aż do nieba i zstępują aż do przepaści” (Ps 106, 26).

3.Dusze świeżo nawróconą Pan Bóg zwykł pokrzepiać mlekiem pociechy, aby zasmakowawszy jak słodki Pan, rosła w Nim na zbawienie. Kiedy zaś ta dusza podrośnie, Pan Bóg podaje jej mocniejszy pokarm. Tak postępował i Apostoł, dając Koryntianom mleko na napój, nie pokarm… jak do malutkich w Chrystusie (1 Kor 3, 1-2), bo nie zdołali jeszcze znieść twardego pokarmu. Szatan przeciwnie – od razu rozpoczyna od rzeczy najtrudniejszych i aby wtrącić duszę w przepaść rozpaczy, przedstawia w przesadny sposób sprawiedliwość Bożą i podnosi niezmiernie surowość sądów Bożych. Pan Bóg jako najtroskliwszy Ojciec, napawa duszę pokojem wśród żmudnej pracy nad postępem w cnotach; szatan zaś, jako wróg zacięty, trapi ją różnymi przeszkodami i przykrościami.

4.Po tym także można poznać, że pobudka pochodzi od Boga, jeżeli dusza wewnętrznym uchem serca odczuwa delikatne podszepty niebieskie. Przeciwnie zaś jest to znakiem złego ducha, jeżeli pobudka przychodzi z pewnym hałasem od zewnątrz. Pan Bóg zwykł nawiedzać duszę od jej wnętrza, szatan przeciwnie – zwykł przychodzić z zewnątrz.
Kogo Pan Bóg porusza, ten przy każdym cudownym i nadzwyczajnym zjawisku zwykł powątpiewać, lękać się i uważać się za niegodnego darów Bożych i ten ze wszystkim odnosi się do przełożonych, aby nie popaść w sidła szatańskie. Kto zaś ma upodobanie w podobnych objawach, kto bez namysłu im zawierza, ten stawia się w podejrzeniu, że jest pod wpływem tego ducha, który przez pychę uwiódł pierwszych rodziców.
Kiedy Pan Bóg rozpoczął dokonywać cudowne sprawy w duszy świętej Teresy, ona z obawy przed ułudą szatańską błagała Pana Boga ze łzami, aby ją wiódł do doskonałości drogą zwyczajną, i zasięgała rady u bardzo wielu mężów, jacy naówczas w Hiszpanii jaśnieli nauką i świętością, skłaniając się zawsze do zdania oględniejszych. Kto tak postępuje, ten nie może się omylić.

5.Doskonałym znakiem Ducha Bożego jest miłosierdzie i miłość ku bliźnim, objawiające się nawet wtenczas, kiedy sprawiedliwość zmusza do wystąpienia przeciw nim. ,,Prawdziwa sprawiedliwość” – mówi Grzegorz Wielki – ,,jest pełna współczucia, fałszywa zaś jest pełna goryczy. Albowiem sprawiedliwi udzielając zewnętrznie upomnień dla zatrzymania karności, zachowują wewnętrzną słodycz wskutek utwierdzonej w sobie miłości bliźniego. Uniżają się w duchu przed tymi, których karcą, i za lepszych uważają tych, których sądzą. Tym sposobem zachowują poddanych w karności, a siebie samych w pokorze. Przeciwnie zaś – zły duch pobudza zawsze do gniewu, niecierpliwości i rozgoryczenia oraz skłania do okrucieństwa.
Duch dobry zwykł też pobudzać do usuwania i dobrotliwego tłumaczenia cudzych przewinień. Kto się zaś nimi pobudza do gniewu, kto je powiększa i niedyskretnie wyjawia, ten idzie za złym duchem, bo słusznie można mniemać, że własnej chwały szuka, kto wady bliźnich rozgłasza”.

W imię Prawdy! C. D. 266

11 kwietnia 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu przeczytałem ważne dla mnie słowa z książki pt. ,,Golgota a życie dzisiejsze”:

,,Kardynał Wiesemann w swej wspaniałej ,,Fabioli” opowiada następującą historię z pierwszych czasów chrześcijaństwa.
Pewien rzymski pan, znakomitego zamożnego rod, imieniem Quintus, oddał swe życie za Wiarę katolicką.
Przy okropnem męczeństwie była obecna jego żona Lucyna, która zamoczyła w krwi swego męża małą gąbkę, by mieć świętą relikwię, którą zawsze z sobą nosiła w woreczku bogato haftowanym perłami.
Wdowa po męczenniku miała syna Pankracjusza.
Gdy chłopak doszedł lat 14-tu i oskarżono go jako chrześcijanina, za to groziła mu niechybna śmierć, Lucyna pobudza i podtrzymuje w nim ducha, w końcu wyciąga gąbkę, z rzewnym płaczem całuje ją i następnie przytyka do warg Pankracjusza.
Krew nagle ożyła w gąbce i poczerwieniła wargi Pankracjusza.
Chłopak od tej chwili poczuł w sobie moc i odwagę największego bohatera, a równocześnie taką głęboką miłość do Wiary, że gdy przyszła chwila męczeństwa, szedł na nie, jakby na rozkoszne gody.
Ta odrobina krwi męczeńskiej zrobiła w jednej chwili z młodego, z natury lękliwego chłopaka, Bohatera-Męczennika Świętego.
To skutek dotknięcia relikwiami świętego człowieka.

Nieraz marzymy, by mieć stale przy sobie relikwie świętych…
Tomasz a Kempis w dziełku ,,O naśladowaniu Chrystusa” słusznie zwraca uwagę jak ludzie starają się za wszelką cenę nabywać relikwie Świętych; a czyż jest większa i świętsza Relikwja nad Najświętszą Eucharystię, w której nie drobną cząstkę np. kości świętego Męczennika czy Wyznawcy, ale Samego Jezusa, Boga żywego, i to nie w relikwjarzyku, ale w duszy nosić możemy?

Jeśli małemu Pankracjuszowi parę kropel krwi jego ojca Męczennika dało taką siłę, że w wieku dziecięcym mógł stać się bohaterem, to czegoż winna dokazać w nas Krew Boga Samego, Jezusa Chrystusa, Która już nie wargi lub język barwi, ale do serca naszego, do głębi duszy naszej wchodzi i organicznie się z nami łączy?!
Boska Krew, z Boskiem Ciałem, przyjmowana w Komunji świętej, da nam zawsze Boską Moc, jeśli godnie komunikujemy.

Dzisiejsza wiedza lekarska wprowadza w leczeniu tzw. transfuzję krwi. Łączy się żyły zdrowego człowieka z żyłami chorego, anemicznego dla zasilenia chorego organizmu zdrową krwią.
Czem dla ciała transfuzja krwi, tem dla duszy przyjmowanie w Komunji św. Boskiej Krwi Jezusa.
Pan Jezus dawniej wprowadził do leczenia dusz transfuzję Swej Boskiej Krwi, niż lekarze poznali tę sztukę w leczeniu ciała. Jezusowi chodzi o dusze nieśmiertelne.
,,Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat osiągnął, a na duszy szkodę poniósł…”
,,Dlatego powiadam wam, nie troskajcie się… co będziecie jedli… czem się okryjecie, dusza jest czemś większem niż pokarm, a ciało czemś większem niśli odzież…
O to wszystko ubiegają się poganie świata… Lecz najprzód szukajcie królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a to wszystko będzie wam przydane”…
,,Albowiem, gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze…” Zapamiętajmy sobie te znamienne powiedzenia Jezusa!

Jak Komunia św. potrafi przemienić człowieka, to pokazują nam pierwsze czasy chrześcijaństwa, czasy młodocianego męczennika Pankracjusza.
Gdyby dziś w naszej Polsce wybuchło tak straszne prześladowanie, jakie niedawno szalało w Meksyku, jakie trwa w bolszewickiej Rosji i jakie było w Rzymie w czasie życia Apostołów i później przez 300 lat… iluby z nas poniosło chętnie śmierć…, iluby uciekało, a ilu wyparło się Wiary?
A przecież myśmy synami rodziców chrześcijańskich, przecież w Polsce katolicyzm trwa prawie tysiąc lat. Tyle lat uczyliśmy się religji, tyle znamy przepięknych, bohaterskich przykładów z życia Męczenników, tyle razy wzmacniamy się Sakramentami świętymi…

A ci pierwsi chrześcijanie z czasów Apostołów, to przecież jeszcze wczorajsi poganie, którzy nie tylko nic nie wiedzieli o heroicznych cnotach Wiary naszej, lecz znali tylko grzechy wiary pogańskiej, która wszystkim grzechom stawiała ołtarze i cześć boską im składała.

Dziś, jeśli spotkamy ludzi doskonałych, świątobliwych, z jakąż czcią i poważaniem do nich się odnosimy…

W pierwszych czasach chrześcijańskich było inaczej – tam ludzi świątobliwych nie tylko nie poważano, ale właśnie prześladowano, męczono i mordowano.
Ich za Wiarę katolicką nie czekała chwała i sława, ale właśnie hańba i nędza, więzienie, konfiskata majątku, a w końcu i najokrutniejsza śmierć.
Jednych szarpały dzikie zwierzęta kłami i pazurami, innych darto kołami gwoździstemi, innych palono żywcem na kratach w ogniu, innych na słupach ognistych, innych rozrywano końmi, języki im wyrywano, oczy wydłubywano, darto z nich pasy, innych wreszcie pojono roztopionym ołowiem, a wielu krzyżowano.
Wszyscy ci może od dzisiaj chrześcijanie, szli na te męki z radością, z uśmiechem na twarzy, nierzadko ze śpiewem i triumfalnemi okrzykami.

A byli wśród nich nie tylko mężczyźni rycerskiego ducha, lecz i starcy, byli młodzi chłopcy, były niewiasty, dziewczęta, które przecież z natury drżą i mdleją na widok krwi… Owszem, nawet dzieci szły na męki tak radośnie i promiennie, jakby w objęcia mamy.
Poganie, którzy to niemal codziennie widzieli, pytali z trwogą: ,,Co tym ludziom daje taką moc, co zmienia ich naturę, że w torturach i w śmierci takie szczęście widzą? Oni muszą mieć jakieś czary.”
Cóż to więc była za moc, co za czary, które tak odmieniały naturę ludzką, trwożnie i panicznie uciekającą już nie tylko przed śmiercią, ale nawet przed bólem najdrobniejszym?
To był Przenajświętszy Sakrament Ołtarza, Którym pierwsi chrześcijanie codziennie się zasilali, bo codziennie komunikowali”.