Wieczne niezadowolenie = potępienie

Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci, które głośno przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie zawodziliście”. Przyszedł bowiem Jan, nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy, je i pije, a oni mówią: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny. Mt 11, 16-19

Czy należysz do adresatów powyższych słów? Czy bliska jest Ci postawa nieustannego niezadowolenia? Jak często krytykujesz i obgadujesz? Czy możesz szczerze powiedzieć, że jesteś od tego wolny? Czy z Twoich ust wychodzi tylko mowa budująca?
Jezus obnaża dzisiaj postawę wiecznego niezadowolenia. On zwraca uwagę na ludzi, którzy potrafią tak dalece odrzucać dobro, że nie widzą ewidentnej łaski płynącej od żywego Boga. Takie osoby są jakby głęboko zaślepione. W konsekwencji nazywają Jezusa żarłokiem i pijakiem. Natomiast w umartwiającym się Janie Chrzcicielu, widzą nawiedzonego, a nawet opętanego człowieka. Oczywiście można iść tak przez życie i być dla siebie jedynym autorytetem, ale dokąd to doprowadzi? Odpowiedź wydaję się bardzo prosta. Odrzucenie Chrystusa jest odrzuceniem nieba. Tym samym odrzucenie Kościoła i sakramentów jest jawnym odrzuceniem łaski zbawienia. I nie piszę tego, aby potępiać kogokolwiek. Chcę postawić pytanie: jak dalece zraniony i zaślepiony musi być człowiek, który odrzuca własne zbawienie? Co zrobić, aby pomóc takim osobom? Jak dotrzeć do nich, aby znowu poczuli radość i zadowolenie z życia, siebie, ludzi? Jeżeli znasz takie osoby, to proś Ducha Świętego o siłę i odwagę do rozmowy. Omadlaj, ile możesz, a Bóg zrobi resztę. Proś także o łaskę widzenia dobra w każdym człowieku.
Panie, dziękuję za wszystko, co mi dajesz. Przy Tobie jestem w pełni szczęśliwy. Prowadź mnie, abym mógł innym opowiadać o Twojej dobroci i łaskawości.

2 odpowiedzi do “Wieczne niezadowolenie = potępienie”

  1. Nas ciągnie do samozagłady. Dlaczego popełniamy te same grzechy? Mówi się, że wiele grzechów jest przyjemnych. Ale czy to prawda? nie przypominam sobie grzechu, który nie niesie jakiegoś cierpienia. Po co cierpieć?
    Jak łatwo nam coś krytykować. Bo musimy ciągle informować świat jakie jest nasze zdanie na jakiś temat. Łatwiej krytykować, więc krytykujemy.. Mówimy światu co myślimy, licząc, że nasza opinia jest ważna. A prawda jest taka, że zamiast uczyć się pokory jest ciągle ja, ja.. sama modlitwa nie wystarczy.. Jeśli się nie obudzimy, to będziemy dalej plemieniem żmijowym… Po co człowiek ciągle coś ocenia, analizuje.. czy nie możemy się po prostu cieszyć światem? i prosić Boga, żeby był lepszy.. Nie potępiać, widzieć nawet w najgorszym bagnie potencjał.. potencjał do bycia świętym..

  2. W swoim życiu staram się widzieć dobro w każdym człowieku, staram się nie oceniać, nawet wręcz przesadnie tłumaczę innych. Jeśli więc chodzi o mowę budującą to naprawdę jestem „level expert”. Dziś kogoś skrytykowałam (i to przy księdzu!), no może nie po raz pierwszy, ale naprawdę rzadko mi się to zdarza, bardzo mi z tym źle. Po przeczytaniu tego tekstu uderzyło mnie jednak coś innego, z czego do tej pory nie zdawałam sobie sprawy: sobie nie wybaczam. Będę się tym gnębić analizować i roztrząsać wiele miesięcy, myślę że i lat. Wiem bo każde „wyrządzone zło” tak sobie wypominam. Komuś wybaczam w 3 sekundy, sobie nie potrafię, w sobie dobra nie widzę, tylko rozpamiętuję po stokroć swoje potknięcia. Skoro sama się potępiam, czy zostanę potępiona? Nigdy nie patrzyłam na to z tej perspektywy, chyba nie taki dokładnie był cel tego rozważania, ale bardzo za nie dziękuję.

Dodaj komentarz