W imię Prawdy! C. D. 266

11 kwietnia 2024 roku ciąg dalszy

W tym dniu przeczytałem ważne dla mnie słowa z książki pt. ,,Golgota a życie dzisiejsze”:

,,Kardynał Wiesemann w swej wspaniałej ,,Fabioli” opowiada następującą historię z pierwszych czasów chrześcijaństwa.
Pewien rzymski pan, znakomitego zamożnego rod, imieniem Quintus, oddał swe życie za Wiarę katolicką.
Przy okropnem męczeństwie była obecna jego żona Lucyna, która zamoczyła w krwi swego męża małą gąbkę, by mieć świętą relikwię, którą zawsze z sobą nosiła w woreczku bogato haftowanym perłami.
Wdowa po męczenniku miała syna Pankracjusza.
Gdy chłopak doszedł lat 14-tu i oskarżono go jako chrześcijanina, za to groziła mu niechybna śmierć, Lucyna pobudza i podtrzymuje w nim ducha, w końcu wyciąga gąbkę, z rzewnym płaczem całuje ją i następnie przytyka do warg Pankracjusza.
Krew nagle ożyła w gąbce i poczerwieniła wargi Pankracjusza.
Chłopak od tej chwili poczuł w sobie moc i odwagę największego bohatera, a równocześnie taką głęboką miłość do Wiary, że gdy przyszła chwila męczeństwa, szedł na nie, jakby na rozkoszne gody.
Ta odrobina krwi męczeńskiej zrobiła w jednej chwili z młodego, z natury lękliwego chłopaka, Bohatera-Męczennika Świętego.
To skutek dotknięcia relikwiami świętego człowieka.

Nieraz marzymy, by mieć stale przy sobie relikwie świętych…
Tomasz a Kempis w dziełku ,,O naśladowaniu Chrystusa” słusznie zwraca uwagę jak ludzie starają się za wszelką cenę nabywać relikwie Świętych; a czyż jest większa i świętsza Relikwja nad Najświętszą Eucharystię, w której nie drobną cząstkę np. kości świętego Męczennika czy Wyznawcy, ale Samego Jezusa, Boga żywego, i to nie w relikwjarzyku, ale w duszy nosić możemy?

Jeśli małemu Pankracjuszowi parę kropel krwi jego ojca Męczennika dało taką siłę, że w wieku dziecięcym mógł stać się bohaterem, to czegoż winna dokazać w nas Krew Boga Samego, Jezusa Chrystusa, Która już nie wargi lub język barwi, ale do serca naszego, do głębi duszy naszej wchodzi i organicznie się z nami łączy?!
Boska Krew, z Boskiem Ciałem, przyjmowana w Komunji świętej, da nam zawsze Boską Moc, jeśli godnie komunikujemy.

Dzisiejsza wiedza lekarska wprowadza w leczeniu tzw. transfuzję krwi. Łączy się żyły zdrowego człowieka z żyłami chorego, anemicznego dla zasilenia chorego organizmu zdrową krwią.
Czem dla ciała transfuzja krwi, tem dla duszy przyjmowanie w Komunji św. Boskiej Krwi Jezusa.
Pan Jezus dawniej wprowadził do leczenia dusz transfuzję Swej Boskiej Krwi, niż lekarze poznali tę sztukę w leczeniu ciała. Jezusowi chodzi o dusze nieśmiertelne.
,,Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat osiągnął, a na duszy szkodę poniósł…”
,,Dlatego powiadam wam, nie troskajcie się… co będziecie jedli… czem się okryjecie, dusza jest czemś większem niż pokarm, a ciało czemś większem niśli odzież…
O to wszystko ubiegają się poganie świata… Lecz najprzód szukajcie królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a to wszystko będzie wam przydane”…
,,Albowiem, gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze…” Zapamiętajmy sobie te znamienne powiedzenia Jezusa!

Jak Komunia św. potrafi przemienić człowieka, to pokazują nam pierwsze czasy chrześcijaństwa, czasy młodocianego męczennika Pankracjusza.
Gdyby dziś w naszej Polsce wybuchło tak straszne prześladowanie, jakie niedawno szalało w Meksyku, jakie trwa w bolszewickiej Rosji i jakie było w Rzymie w czasie życia Apostołów i później przez 300 lat… iluby z nas poniosło chętnie śmierć…, iluby uciekało, a ilu wyparło się Wiary?
A przecież myśmy synami rodziców chrześcijańskich, przecież w Polsce katolicyzm trwa prawie tysiąc lat. Tyle lat uczyliśmy się religji, tyle znamy przepięknych, bohaterskich przykładów z życia Męczenników, tyle razy wzmacniamy się Sakramentami świętymi…

A ci pierwsi chrześcijanie z czasów Apostołów, to przecież jeszcze wczorajsi poganie, którzy nie tylko nic nie wiedzieli o heroicznych cnotach Wiary naszej, lecz znali tylko grzechy wiary pogańskiej, która wszystkim grzechom stawiała ołtarze i cześć boską im składała.

Dziś, jeśli spotkamy ludzi doskonałych, świątobliwych, z jakąż czcią i poważaniem do nich się odnosimy…

W pierwszych czasach chrześcijańskich było inaczej – tam ludzi świątobliwych nie tylko nie poważano, ale właśnie prześladowano, męczono i mordowano.
Ich za Wiarę katolicką nie czekała chwała i sława, ale właśnie hańba i nędza, więzienie, konfiskata majątku, a w końcu i najokrutniejsza śmierć.
Jednych szarpały dzikie zwierzęta kłami i pazurami, innych darto kołami gwoździstemi, innych palono żywcem na kratach w ogniu, innych na słupach ognistych, innych rozrywano końmi, języki im wyrywano, oczy wydłubywano, darto z nich pasy, innych wreszcie pojono roztopionym ołowiem, a wielu krzyżowano.
Wszyscy ci może od dzisiaj chrześcijanie, szli na te męki z radością, z uśmiechem na twarzy, nierzadko ze śpiewem i triumfalnemi okrzykami.

A byli wśród nich nie tylko mężczyźni rycerskiego ducha, lecz i starcy, byli młodzi chłopcy, były niewiasty, dziewczęta, które przecież z natury drżą i mdleją na widok krwi… Owszem, nawet dzieci szły na męki tak radośnie i promiennie, jakby w objęcia mamy.
Poganie, którzy to niemal codziennie widzieli, pytali z trwogą: ,,Co tym ludziom daje taką moc, co zmienia ich naturę, że w torturach i w śmierci takie szczęście widzą? Oni muszą mieć jakieś czary.”
Cóż to więc była za moc, co za czary, które tak odmieniały naturę ludzką, trwożnie i panicznie uciekającą już nie tylko przed śmiercią, ale nawet przed bólem najdrobniejszym?
To był Przenajświętszy Sakrament Ołtarza, Którym pierwsi chrześcijanie codziennie się zasilali, bo codziennie komunikowali”.

W imię Prawdy! C. D. 126

3 stycznia 2024 roku ciąg dalszy

Podczas Godziny czytań modliłem się między innymi tymi słowami:

,,Miłuję Cię, Panie, mocy moja,
Panie, opoko moja i twierdzo, mój wybawicielu,
Boże, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.
Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły odmęty niosące zagładę.
Oplątały mnie pęta Otchłani,
schwyciły mnie sidła śmierci.
Wzywałem Pana w moim utrapieniu,
wołałem do mojego Boga;
I głos mój usłyszał ze swojej świątyni,
dotarł mój krzyk do uszu Jego”. Ps 18

,,Bracia! Zadajcie śmierć temu, co przyziemne w członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Z ich powodu nadchodzi gniew Boży na synów buntu. I wyście niegdyś tak postępowali, kiedyście tym żyli. A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę wychodzącą z ust waszych.
Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, na obraz Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus.
Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś do zarzucenia drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy.
Na to zaś wszystko przywdziejcie miłość, która jest spoiwem doskonałości. A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusa niech w was mieszka w całym swym bogactwie: z całą mądrością nauczajcie i napominajcie siebie psalmami, hymnami, pieśniami pełnymi ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach”. Kol 3, 5-16

W tym dniu czytałem także ważne treści z książki pt. ,,O naśladowaniu Chrystusa”:

,,Chrystus. Miłość to wielka rzecz i nader wielkie dobro; ona tylko czyni lekkim wszelki ciężar i znosi łagodnie wszelkie nierówności, albowiem niesie ciężar bez utrudzenia i wszelką gorycz osładza.
Szlachetna miłość Jezusa przynagla do wielkich czynów i pobudza zawsze do pragnienia coraz to doskonalszych dzieł.
Miłość dąży wzwyż i nie pozwala, by ją przykuła jakakolwiek rzecz przyziemna.
Miłość chce być wolną i daleką od wszelkiego uczucia niedobrego, żeby jej wewnętrzne spojrzenie nie było niczym przysłonione, żeby żadna doczesna korzyść nie narzucała jej wikłających pęt i żeby wśród niepowodzenia nie upadała.
Nad miłość nie ma nic słodszego, nic mocniejszego, nic wyższego, nic rozleglejszego, nic przyjemniejszego, nic pełniejszego, nic lepszego w niebie i na ziemi; bo miłość w Bogu się poczęła i wśród wszelkich stworzeń nie spocznie aż dopiero w Bogu.

Kto kocha, leci, biegnie i raduje się, wolny jest, nic go nie trzyma.
Daje wszystko wszystkim i wszystko ma we wszystkich, bo ponad wszystko odpoczywa w jednym Najwyższym, skąd wszelkie dobro wypływa i pochodzi.
Nie patrzy na dary, lecz ponad wszystko dobre ku dawcy ulata.
Często miłość nie zna granic, lecz ponad wszelką miarę się rozpala.
Miłość nie czuje ciężaru, na trudy nie zważa, na więcej się porywa, niż może, z niepodobieństwem się nie liczy; gdyż sądzi, że wszystko może i że jej wszystko wolno.
A więc do wszystkiego jest zdolna, wiele dokona tam, gdzie ten, co nie kocha, ustaje i upada.

Miłość czuwa, a nawet śpiąc, nie zaśpi. Znużona nie ustaje, ściśniona nie traci swobody, straszona nie ulęknie się; jak żywy płomień i płonąca pochodnia rwie się w górę i swobodnie wszystko przechodzi.
Kto kocha rozumie, co jej głos znaczy: jest potężnym wołaniem w uszach Bożych, szczerze gorącym westchnieniem duszy, która mówi: Boże mój, miłości moja, Tyś cały mój, a ja cały Twój!

Uczeń. Powiększ we mnie miłość, żebym się nauczył w głębi serca smakować, jak słodka to rzecz kochać, w miłości się rozpływać i zanurzać.
Niech mię miłość ogarnie, bym w zapale i w zachwycie przeszedł sam siebie.
Obym śpiewał pieśń miłości i wznosił się w górę za Tobą, mym Ukochanym. Niech dusza moja ustaje, wielbiąc Cię i weseląc się z miłości.
Obym kochał więcej Ciebie, niż siebie, a siebie tylko dla Ciebie i wszystkich ludzi, abym kochał w Tobie, jak to nakazuje prawo miłości, które jak światło promieniuje z Ciebie.

Chrystus. Miłość jest rącza, szczera, pobożna, miła i przyjemna, mocna i cierpliwa, roztropna, wielkoduszna, mężna, nie szukająca nigdy siebie.
Albowiem gdzie ktoś siebie samego szuka, tam miłość ustaje.
Miłość jest ostrożna, pokorna, prosta, nie miękka, nie płocha, nie szukająca marnych rzeczy, trzeźwa, czysta, stała, spokojna, strzegąca pilnie wszystkich zmysłów.
Miłość jest uległa i posłuszna zwierzchnikom; siebie ma za lichotę; Bogu oddana i wdzięczna, w Bogu pokłada zawsze ufność i nadzieję, nawet wtedy, gdy nie czuje pociągu ku Bogu, gdyż i w miłości nie żyje się bez boleści.

Kto nie jest gotów wszystko wycierpieć i stosować się do woli ukochanego, nie wart, by go nazywać miłującym.
Kochający powinien dla umiłowanego chętnie znosić wszystko, co przykre i gorzkie i nie może go odstępować z powodu przytrafiających się przeciwności.

Chrystus. Synu, nie jesteś jeszcze mocnym i roztropnym w miłości.
Uczeń. Dlaczego, Panie?
Chrystus. Gdyż dla drobnej przeciwności ustajesz w zaczętej pracy i zanadtwo chciwie szukasz pociechy.
Miłujący stoi niewzruszony wśród pokus i nie wierzy podstępnym namowom wroga.
Jak mu miłym jestem w pomyślności, tak mu się nie przestaję podobać w przeciwnościach.

Roztropnie kochający nie tyle patrzy na dar miłującego, ile na miłość dawcy.
Więcej ceni uczucie, niż korzyść i ponad wszystkie dary stawia umiłowanego.
Szlachetnie miłujący nie zadowala się darem, lecz Mną ponad wszelkie dary.
Ale nie myśl, że już wszystko stracone; nawet jeśli jeszcze nie masz do Mnie, albo do moich świętych prawdziwego uczucia miłości, to przecież samo pragnienie posiadania takiego uczucia jest już dla Mnie cenne i wartościowe.

Owe dobre i błogie uczucie, którego czasem doznajesz, jest owocem obecnej łaski, jakby przedsmakiem niebieskiej ojczyzny; lecz nie ma co na nim zbytnio polegać, bo przychodzi i mija.
Zwalczanie zaś złych wzruszeń, które spadają na dusze, pogarda dla poduszczeń szatańskich jest znakiem wielkiej cnoty i wielkiej zasługi.

Niech cię więc nie trwożą niestosowne, cisnące się mimowoli wyobrażenia jakiegokolwiek przedmiotu.
Trwaj mężnie w postanowieniu i szczerej intencji, skierowanej do Boga.
Nie jest to złudzenie, że niekiedy czujesz się nagle w zachwyt porwany, a zaraz potem wracasz do zwykłych, płaskich wrażeń serca.
Te zaś raczej poniewolnie odbierasz, a nie z rozmysłem je powodujesz; jeżeli tylko nimi się brzydzisz i im sprzeciwiasz, przyczynią ci się do zasługi, a nie do potępienia.

Wiedz, że stary nieprzyjaciel stanowczo usiłuje przeszkodzić twym pragnieniom dobra i stara się odciągnąć cię od wszelkiego pobożnego ćwiczenia, mianowicie: od czci świętych, od szczerego rozpamiętywania Męki mej, od zbawiennej pamięci na grzechy, od czuwania nad własnym sercem i od mocnego postanowienia postępu w cnocie.
Podsuwa ci mnóstwo złych myśli, aby wzbudzić w tobie nudę i wstręt, by cię odwieść od modlitwy i pobożnego czytania.
Nie podoba mu się pokorna spowiedź i gdyby mógł, skłoniłby cię do zaniechania Komunii świętej.
Nie wierz mu, nie zważaj na niego, choćby ci często, gęsto zastawiał zwodnicze sieci.

Gdy ci podsuwa złe i brudne myśli, jemu je przypisuj. Mów do niego: Idź precz, duchu nieczysty! Wstydź się nędzniku, bardzoś plugawy, skoro takie rzeczy szepczesz do mych uszu!
Odejdź ode mnie najgorszy uwodzicielu, nie będziesz miał we mnie żadnej cząstki; ale Jezus będzie ze mną jak potężny bojownik, ty zaś odejdziesz zawstydzony.
Wolę umrzeć i wszelkie męki ponieść, niż tobie dać przystęp ku sobie.
,,Zamilknij, oniemiej, nie będę cię więcej słuchał, choćbyś na jeszcze większe silił się udręki. Pan oświeceniem moim, kogo się będę bał”. (Ps 26, 1)
,,Choćby stanęły przeciwko mnie wojska, nie będzie się bało serce moje”. (Ps 26, 3)
,,Pan wspomożycielem moim i odkupicielem moim”. (Ps 18, 15)

Walcz jak dobry żołnierz, a jeśli kiedy przez słabość upadniesz, zbierz większe siły niż dotąd, licząc ufnie na potężniejszą łaskę moją i bardzo strzeż się próżnego upodobania w sobie oraz pychy.
Ona bowiem wielu sprowadza na bezdroża, a czasem powoduje ślepotę prawie nieuleczalną.
Niech ci będzie ostrzeżeniem i pobudką do trwałej pokory zguba tych pysznych, co głupio w samych sobie położyli ufność”.

W imię Prawdy! C. D. 76

16 listopada 2023 roku

Tego dnia ważne były dla mnie słowa z Liturgii Słowa:

,,Jest w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niezadający bólu, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, miłujący ludzi, mocny, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu; przez wszystko przechodzi i przenika dzięki czystości.
Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest bowiem odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci.
Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, kształtuje przyjaciół Bożych i proroków.
Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i niż wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością – uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże.
Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią”. Mdr 7, 22 – 8, 1

Tego dnia byłem w kurii celem otrzymania zaległej noty delegata biskupa potwierdzającej moje przyjście dzień wcześniej, aby obejrzeć akta.
Delegat Biskupa przedstawił mi pismo, na którym zauważyłem treści nie tylko dotyczące mojej obecności w kurii z dnia 15 listopada 2023 roku. Był jeszcze akapit z treścią dotyczącą głosu obrończego adwokata z urzędu wyznaczonego przez biskupa. Prosiłem delegata biskupa, aby wydał mi notę bez tego zapisu. Nie zgodził się. Prosiłem o pismo, żeby zamieścił treść, że nie chce mi wydać pisma zawierającego treści dotyczące jedynie dnia 15 listopada 2023 roku. Ponownie delegat nie chciał sporządzić takiego pisma. Nie chciał również sporządzić pisma, w którym stwierdziłby, że nie dał mi pisma w dniu wcześniejszym oraz nie pozwolił sporządzić takiego pisma obecnemu w tym dniu innemu sędziemu. W końcu zostało mi postawione ultimatum, żeby otrzymać notę, miałem podpisać ją tak, jak została sformułowana, czyli z dodatkowym zapisem niedotyczącym dnia 15 listopada 2023 roku. W przypadku nie podpisania tak sformułowanej noty, nie mógłbym liczyć na otrzymanie pisemnego potwierdzenia mojego przybycia dzień wcześniej do kurii celem obejrzenia akt.

17 listopada 2023 roku

Tego dnia przeczytałem ważne dla mnie słowa bł. Kardynała Stefana Wyszyńskiego z dnia 14 września 1955 roku:

,,Ojcze odpuść im…” Wołanie z krzyża przynagla. Doznawszy najboleśniejszej zniewagi. Święty świętych cały swój stosunek do nieprzyjaciół i prześladowców wypowiedział w modlitwie do Ojca. Pamiętał, że umiera i za nich. Czyż mógł zamknąć im drogę owoców Odkupienia? – Taki przykład pozostawił Sacerdos in aeternum. Czyż może być inny stosunek kapłana do swoich prześladowców! Przecież oni też muszą się zbawić, muszą doznać miłości i łaski Bożej. Któż im to ułatwi? Skoro Bóg nas związał: nieprzyjaciół i kapłanów, to może dlatego, że pragnie modlitwy naszej dla naszych prześladowców. Wszak czynić mamy na wzór Pasterza pasterzy! Zresztą ci ludzie zazwyczaj ,,nie wiedzą co czynią”. Brak im wiary w Boga, brak rozeznania zła i dobra, nie znają Ewangelii, nie wiedzą, czym właściwie jest Kościół, mają jak najbardziej błędne pojęcie o zadaniu i życiu kapłanów, pełni są uprzedzeń, może zgorszeni przez nas, może pełni gniewu, ducha odwetu, słabości i złych skłonności. W takich kajdanach trudno zachowywać się po ludzku. Wszak to są niewolnicy samych siebie. Godni współczucia!

Czy moje czyny byłyby lepsze, gdybym żył bez wiary, bez pomocy łaski, bez zasad moralności chrześcijańskiej? A i teraz, tak bardzo ubogacony, czyż sam niekiedy nie zasługuję na zarzut: ,,Nie wie, co czyni”. Mam wiarę, znam teologię i filozofię, wychowany jestem po chrześcijańsku, życie spędziłem w Kościele, umocniły mnie sakramenty święte, posiadłem kapłaństwo – a jednak?! Czy we wszystkim podobam się Bogu? Czy sam nieraz nie szukam dla siebie przebaczenia, osłaniając się słowami Chrystusa: Ojcze odpuść, bo nie wiem, co czynię… Jakoż daleko więcej prośbę tę mam powtarzać za moich nieprzyjaciół, którzy prawdziwie nie wiedzą, co czynią”.

oraz słowa z 25 września 1955 roku:

,,Dziś upływają dwa lata od chwili mego uwięzienia. W ciągu tego czasu doszedłem do niezachwianego przekonania, że cokolwiek Bóg uczynił, ,,prawdziwym sądem uczynił”. I dlatego lata swoje kończę słowami Te Demu… Pochwalam w pełni sprawiedliwość Bożą, która się okazała w tym wszystkim, co na mnie spłynęło. Rozważając całe moje życie kapłańskie, tak bardzo nieudolne, przyznaję Ci Ojcze, słuszność, żeś mnie odtrącił od ołtarzy i od ambony. Dziękuję Ci, żeś stanął w obronie Kościoła, że go bronisz przede mną: że bronisz świętości ołtarzy swoich przed moją niegodną służbą: że bronisz owczarni swojej przed tak lichym pasterzem. Jestem Twoim sprzymierzeńcem w tej walce Twojej przeciwko mnie, i to szczerym. Możesz więc toczyć boje przeciwko mnie, Ojcze, będę Ci pomagał przeciwko sobie samemu Rectum iudicium Tuum… Jesteś w pełni prawa… I za to bądź pochwalony.

Najbliższe dni spędzę w duchu dziękczynienia: złożę Ci w darze wszystkie modlitwy moje, by uwielbić Trójcę Świętą hymnem pochwalnym. A gdy uwielbiam Twoją sprawiedliwość, nie mogę ukryć znaków miłosierdzia Twego, którymi wypełniłeś te dwa lata mojego życia więziennego. Jeżeli czego mam żałować, to tylko tego, że nie zawsze byłem zdolny wykorzystać ogrom miłosierdzia Twego. Pozwól bym nadal wiódł życie pełne oddania Tobie: tacere, adorare, gaudere. – Swoje życie więzienne zacząłem z Tobą, Matko Różańcowa. O ,,różaniec” prosiłem gromadkę wiernych, gdym żegnał ich przed Świętą Anną. Zachowaj mnie wiernym Twojemu różańcowi. Refugium peccatorum – ora…”

Przeczytałem także ważne dla mnie słowa z książki pt. ,,O naśladowaniu Chrystusa”:

,,Zaiste, nieraz w swej nadziei doznają rozczarowania, a moja obietnica nikogo nie zwodzi i temu, co mi zaufał, nie pozwolę odejść z niczym. Co przyrzekłem, to dam; co powiedziałem, wypełnię; jeżeli tylko wierni wytrwasz do końca w mej miłości. Nagradzam wszystkich dobrych, a mocno doświadczam wszystkich pobożnych”.

Tego dnia poruszyły mnie również słowa z książki pt. Eucharystia w KL Dachau”:

Credo księży polskich więzionych w KL Dachau

,,Wierzę w Boga Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i ziemi,
wierzę, choć jestem poniżony i upokorzony.
Wierzę w Ciebie, Boże Żywy, w Trójcy jedyny.
Wierze w Ciebie, Abba, Ojcze.
Wierzę, choć jestem tu tylko numerem wyobcowanym z istnienia.
Wierzę w Ciebie, Boże mój, wzmocnij mą wiarę.
Wierzę, o Boże, wierzę spotwarzany, obrany z Ojczyzny, nędzny,
odłączony od stron ojczystych i moich kochanych,
niepewny przyszłości, ani dnia nadchodzącego –
mój Boże, o Boże, wierzę w Ciebie.
Mój Boże i Ojcze, który całym światem rządzisz mocną ręką,
wybaw mnie z tej niewoli! A jeśli nie taka jest Twa wola, to umrę,
ale wyswobodź moją Ojczyznę!
Oswobodź wszystkie narody z upośledzenia,
daj nam wszystkim pokój, jakiego świat dać nie może!
Wierzę w Ciebie, Boże Żywy.
Wierzę, ufam i kocham Ciebie”.

oraz

,,W poznańskim Forcie w celu zatajenia mających tam miejsce okrucieństw: przedłożono każdemu do podpisania oświadczenie, że pod karą śmierci zobowiązuje się milczeć o wszystkim co widział i słyszał”.

Poruszyły mnie także słowa kardynała Karola Wojtyły wygłoszone na Monte Cassino:

,,(…) z udręczonej ziemi polskiej wyruszyły dwa pochody historyczne: żołnierzy i więźniów. Funkcją żołnierzy był czyn, była walka i w ramach tej funkcji składali swoją żołnierską ofiarę, która wiele razy była ofiarą życia. Funkcją więźniów było cierpienie. Zdawać by się mogło, że to nie czyn, że to nie agere, tylko passio. A przecież jaki wspaniały czyn był w tym passio, w tym cierpieniu. Czyn więźniów złączył się z czynem żołnierzy, dawał świadectwo tej samej prawdy, tego samego celu: Ojczyzna”.

W imię Prawdy! C. D. 64

1 listopada 2023 roku

Tego dnia ważne były dla mnie słowa z Ewangelii:

,,Widząc te rzesze wstąpił na wzgórze i usiadł. Uczniowie jego przystąpili do Niego. On zaś zaczął ich nauczać, mówiąc:
,,Błogosławieni ubodzy w duchu! Albowiem ich jest królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą! Albowiem oni pocieszeni będą.
Błogosławieni cisi! Albowiem oni posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości! Albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni! Albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca! Albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni pokój czyniący! Albowiem oni synami Bożymi nazwani będą.
Błogosławieni pokój czyniący! Albowiem oni synami Bożymi nazwani będą.
Błogosławieni, którzy prześladowanie cierpią dla sprawiedliwości! Albowiem ich jest królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i gdy kłamliwie wszelkie zło zarzucać wam będą ze względu na Mnie! Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest zapłata wasza w niebiesiech. Tak przecież prześladowali i proroków, którzy was poprzedzili”. Mt 5, 1-12

oraz fragment z Apokalipsy św. Jana Apostoła:

,,A jeden ze starców zapytał się mnie: ,,Kto są ci w białe szaty przyodziani i skąd przybyli?” Odpowiedziałem mu: ,,Panie mój! Ty to wiesz”. A on rzekł do mnie: ,,To są ci, którzy przyszli z wielkiej udręki. Obmyli swe szaty i wybielili we krwi Baranka. Dlatego stoją przed tronem Boga i służą Mu we dnie i w nocy w świątyni Jego”. Ap 7, 13-15

Ważne były dla mnie również słowa bł. Kardynała Stefana Wyszyńskiego z dnia 8 kwietnia 1955 roku:

,,Bóg ma prawo zażądać od Najwyższego Kapłana całkowitej ze siebie ofiary za lud, nawet ofiary z życia. Stało się to na Kalwarii, podczas pierwszej Ofiary Nowego Zakonu. Dziś Chrystus przyzwał na pomoc sobie sługi Ołtarza, których wyposażył we władzę ofiarowania. Ukazując nas Ojcu mówi: sacerdos alter Christus. Czego zażądał Bóg od Najwyższego Kapłana, ma prawo oczekiwać i od Jego ministrów. Własnemu Synowi nie przebaczył i nam ma prawo nie przebaczyć, żądać ofiary z życia, gdy tego potrzeba dla dobra ludzi. Wypadnie nam przyjąć na siebie winy powierzonego nam ludu, wypadnie go osłonić, wypadnie ofiarować za lud wszystko – nawet własne życie. Takie jest prawo dziedziczenia kapłaństwa z Chrystusa, któremu Bóg nie przebaczył. Nie możemy wymagać dla siebie więcej względów od Ojca, niż miał ich dla własnego Syna”. – bł. Kardynał Stefan Wyszyński

Przeczytałem także fragmenty książki pt.  ,,O naśladowaniu Chrystusa”:

,,Porucz Bogu rozdawnictwo pociech, niech je zlewa według swego upodobania.

Ty zaś bądź gotów do znoszenia utrapień i uważaj je za najsłodsze pociechy, ponieważ cierpienia tego czasu nie potrafią godnie wysłużyć przyszłej chwały, choćbyś je zdołał znieść sam wszystkie.
Kiedy dojdziesz do tego, że cierpienie będzie miłe dla Chrystusa, wnoś stąd, że dobrze się z tobą dzieje, bo znalazłeś raj na ziemi.
A jak długo cierpienie jest ci przykre i starasz się przed nim uciec, źle będzie z tobą i ucieczka przed utrapieniem pójdzie jak cień za tobą.
Jeżeli przyjmiesz cierpienie i umieranie sobie, wnet będzie lepiej z tobą i znajdziesz spokój.

Choćbyś wraz z św. Pawłem był uniesiony do samego nieba, jeszcze nie będziesz upewniony, że nie spotka cię żadna przeciwność. Ja go pouczę mówi Jezus, jak wiele winien wycierpieć dla imienia mego (Dz 9, 16).

A więc przyjmij bóle i cierpienia jakimi cię Bóg w życiu nawiedza i doświadcza, a czyń tak nie z innej przyczyny, tylko z tej, że spodobało ci się kochać Jezusa i służyć Mu.

Obyś był godny wycierpieć cośkolwiek dla imienia Jezusa! Jak wielka stąd spłynęłaby na ciebie chwała, jaką radość mieliby wszyscy święci Pańscy, jakie też zbudowanie bliźni!
Wszyscy wprawdzie wychwalają cierpliwość, chociaż niewielu chce rzeczywiście cierpieć.

Czy nie byłoby rzeczą słuszną byś bodaj chociaż trochę dla Chrystusa pocierpiał, skoro wielu znosi daleko cięższe cierpienia dla świata.
Miej to za pewnik, że powinieneś żyć, umierając sobie; im więcej ktoś obumrze sobie, tym więcej zaczyna żyć dla Boga.

Nikt nie będzie zdolny do zrozumienia rzeczy niebieskich, jeżeli dla Chrystusa nie podda swych barek do niesienia przeciwności.
Nie ma nic milszego Bogu, nic zbawienniejszego dla ciebie na tym świecie, nad cierpienie dla Chrystusa chętnie zniesione.

A gdyby ci przyszło wybierać, więcej powinieneś sobie życzyć cierpienia i przeciwności dla Chrystusa, niż opływania w wielką ilość pociech; tak bowiem bardziej upodobnisz się do Chrystusa i podobniejszym staniesz się do wszystkich Świętych.
Bo ani nasza zasługa, ani stopień naszego postępu nie polega na wielkiej ilości słodyczy i pociech, ale raczej na znoszeniu ucisków i utrapień.

Gdyby dla zbawienia ludzkiego było coś lepszego i pożyteczniejszego nad cierpienie, niezawodnie Chrystus wskazałby to słowem i przykładem.

Bo on tak uczniów, idących za sobą, jak i tych wszystkich, co Go naśladować pragną, wyraźnie zachęca do noszenia krzyża, gdy mówi: Jeśli kto chce iść za mną, niech zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój na każdy dzień i naśladuje mnie (Łk 9, 23).
Więc po przeczytaniu i rozważeniu tego wszystkiego taki zróbmy końcowy wniosek: Poprzez wiele utrapień trzeba nam wejść do Królestwa Bożego (Dz 14, 21).”